Opinie na temat zapachów męskich
Zakładki:
Dotychczasowe Recenzje
Polskie blogi perfumowe
Strony perfumowe
Zagraniczne blogi perfumowe
RSS
niedziela, 30 maja 2010

Nie jest chyba dziełem przypadku, że te dwie potężne męskie kompozycje narodziły się w tym samym 1981 roku. Zdefiniowały w jakimś sensie męskie pachnidło lat 80-tych ubiegłego wieku. Co więcej - obie oparły się modom, trendom i upływającemu czasowi. Obie powstałe z inspiracji starożytnymi, mitycznymi czasami Grecji. Obie mają bardzo wiele cech wspólnych. Od początku pomyślane jako konkurenci dziś stają na przeciw siebie w mitycznym olfaktorycznym pojedynku :-)

Przedstawmy bliżej rywali.

Kouros - po grecku młodość - wielbiona i wychwalana przez starożytnych Greków, Kouroswielokrotnie obrazowana była w postaci klasycznych rzeźb. Słowo "koros" stało się wręcz określeniem typu rzeźby przedstawiającej młodego, pozbawionego zarostu na twarzy, atletycznie zbudowanego młodzieńca. Ci wyrzeźbieni młodzi mężczyźni reprezentować mieli boga Apolla.

KOUROS YSL to pachnidło stworzone przez legendę perfumiarstwa. Pierre Bourdon w tamtym czasie był u szczytu swych możliwości, a lata 80-te były niewątpliwie jego najlepszym czasem. Lista jego dzieł, z których wiele przeszło do historii jako rzeczy wybitne (i wybitnie się sprzedające, co nie jest bez znaczenia) jest doprawdy imponująca i nie czas i miejsce przytaczać ją tutaj. Dość przypomnieć, że Bourdon "zrobił" męski COOL WATER, czy damską DOLCE VITA dla DIORA, a ostatnio FRENCH LOVER dla FREDERICA MALLE'A. KOUROS pozostaje jego legendarnym już dziełem.

Antaeus - grecki mitologiczny gigant, syn nie byle kogo bo Posejdona i Gai. Ten oto gigant umieszczony na libijskiej pustyni miał wyzywać przypadkowych przechodniów na pojedynki zapaśnicze. HERAKLES i ANTAEUS - u góryRzecz jasna nikt, kto odważył się z nim zmierzyć, nie przeżywał pojedynku. Jego czaszka stawała się trofeum Antaeusa, który obiecał sobie kiedyś zbudować z nich świątynie dla swego ojca Posejdona. Rzecz jasna gigant ten miał - jak każdy - swój słaby punkt. Oderwany od ziemi (swej matki Gai) tracił nadprzyrodzoną siłę. Wykorzystał to podczas sławentnego pojedynku sam Herakles, który uniósł go nad ziemię, zblokował i w ten sposób pokonał.

ANTAEUSA dla Chanela skomponował równie wybitny nos - Jacques Polge. Ten sam, który pokazał światu inne doskonałe zapachy tej marki, bowiem pracuje dla niej od 1978 roku.

Jacques Polge

Z przymrużeniem oka zastosujmy poniższą „skalę męskości pachnidła wg fqjciora” ;), gdzie:

1 - zniewieściały - tu dajmy na to plasuje się kwiatowy - było nie było - HOMME Dior czy pudrowy INFUSION D'HOMME Prada,

2 - trochę męski - EAU SAUVAGE Dior, 4711 ECHT KOLNISCH WASSER Muelhens, EAU D'ORANGE VERTE Hermes (spokojnie mogą używać ich Panie, choć te zapachy to już tradycyjnie od lat męska domena)

3 - dosyć męski - TERRE D'HERMES, DECLARATION Cartier (odważniejsze Panie zastosują je z powodzeniem),

4 - męski - COOL WATER Davidoff, FAHRENHEIT Dior, RUSH Gucci (dla Panów i tylko dla nich, ale raczej uzupełniają niż podkreślają ich męskość)

5 - bardzo męski - VETIVER Guerlain, M7 YSL, RIVE GAUCHE YSL, POUR HOMME Gucci, POUR HOMME Aramis, ENVY Gucci, POUR HOMME Azzaro, YATAGAN Caron (100% męskości, zapach podkreśla płeć, dociera do nozdrzy z komunikatem o płci nosiciela)

6 - ultramęski - KOUROS YSL, ANTAUEUS Chanel i chyba również POUR HOMME HAUTE CONCENTRATION YSL (120% męskości, męskość aż bije, pulsuje i gotuje się, wszędzie ją czuć, wszędzie jej pełno­­, taki głośny „statement” płci).

Jak widać KOUROS (ale i ANTAEUS) dostaje bez zastanowienia 6.

c.d.n.

22:20, fqjcior
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 maja 2010

Czas uchylić rąbka tajemnicy :-) Dotarły do mnie w kończącym się tygodniu perfumeryjne "materiały szkoleniowe" (za co niniejszym dziękuję pewnemu dobremu człowiekowi :). Zestaw najpopularniejszych składników naturalnych w postaci olejków eterycznych oraz absolutów (nierozcieńczonych), zestaw podstawowych składników syntetycznych (nierozcieńczonych), podstawowe gotowe akordy perfumiarskie, a także zestaw podstawowych nut perfumeryjnych. Do tego przewodnik po nutach, sugestie dotyczące ich łączenia w akordy, wprowadzenie do sztuki perfumeryjnej, formuły do praktykowania oraz opis i sugestie dotyczące podstawowych składników syntetycznych. Poza tym nośnik w postaci bezzapachowego frakcjonowanego olejku kokosowego, pipety, paski testowe, puste fiolki i flakoniki z kulką. Na deser ładnie wydana i bardzo interesująca książka "Podstawy perfumerii" Władysława S. Bruda i Iwony Konopackiej-Brud.

Zaczynam od poznawania najczęściej spotykanych nut perfumiarskich. Znane mi wcześniej (m.in. drewno sandałowe, cywet, wetiwer, olibanum, jaśmin, róża) oraz nieznane (ally amyl glycolate, kephalis, linalool, musk ketone, itp.). Niektóre pachnące wdzięcznie "same z siebie" (cassis - czarna porzeczka, czarny pieprz, leaf alkohol - świeżo skoszona trawa), inne raczej używane w kompozycji perfumiarskiej dla innych celów, same zaś wydzielające raczej trudny w odbiorze zapach (skrajnie fekalny cywet, adoxal - aldehyd pachnący jak świeżo ubite białko jaja kurzego, quinoline - supermocna molekuła przenikająca wszystko dookoła, pachnąca plastikowo, ostro, skórzanie, musk ketone - "szpitalne" piżmo czy wreszcie popularny w kręgach entuzjastów perfum iso-e-super, samo z siebie niemal bezzapachowe, jest niezwykle częstym i ważnym składnikiem współczesnych perfum, zapewniającym im odpowiednią "projekcję" i "rozpraszanie się" molekuł zapachu). Wszystko to w postaci roztworów o stężeniu od 0,5 do 13,5% po to, by dało się je wąchać i testować - również na skórze. Więcej w kolejnym INFO...

21:03, fqjcior
Link Komentarze (9) »
piątek, 21 maja 2010

Zapachy ETRO to dla entuzjasty perfum prawdziwa radość zamknięta we flakony. Producent - włoska rodzinna firma, znana głównie w produkcji wysokiej jakości materiałów tekstylnych - nie chce, by jej perfumy kwalifikować i szufladkować wg klasycznych kryteriów. Woli raczej, by wiązać je z kolorami i tak też je odbierać i opisywać. Zarówno barwa cieczy zamkniętych we flakonach, jak i same urokliwe flakony, ich design i etykiety mają tworzyć kolorową rzeczywistość zapachową ETRO, uzupełniającą lub rozwijającą ofertę przepięknych barwnych tkanin. Dodam, że flakony bardzo mi się podobają - proste kształty z gustownymi zdobieniami i białe szkło pozwalające cieszyć się - a jakże - kolorami ETRO! Pozostańmy więc w tej kolorowej konwencji wąchając kilka mniej lub bardziej popularnych propozycji zapachowych włoskich perfumiarzy, które mają zdecydowanie "obupłciowy" charakter.

Brązowa PATCHOULY - jak to paczula. Jest bardzo wyrazista, ziemista, lekko nadpleśniała. Z początki wcale niedaleko jej do hardcorowej wersji Villoresiego. Krótki czas na skórze udowadnia jednak, że kompozycja ETRO rozwijać się będzie w innym kierunku. Czas pozwala jej odetchnąć powietrzem, przez co paczula

staje się mniej "zadziorna", a bardziej ułożona i ucywilizowana. Łagodnieje po prostu i staje się paczulą piękną, ciepłą, lekko dymną. W tej postaci trwa przez kilka godzin. Finał to ujawnienie się ambry i wanilii, które ciepło i miodowo wieńczą dzieło. Paczula wg ETRO jest dość przystępna, ładna, nawet więcej niż ładna. Amatorzy paczuli padną jak sądzę z zachwytu. Jeśli natomiast ktoś nie przepada za jakże charakterystycznym aromatem tej niezwykłej rośliny, tę kompozycję powinien omijać z daleka. Jest tu raczej prosto i na temat, bez dorabiania zbędnej ideologii. Mi się podoba.

 

 

 

 

nuty głowy: pomarańcza, artemizja, bergamotka

nuty serca: drewno sandałowe, róża, geranium

nuty bazy: cyprys, ambra, paczula, wanilia, mięta, kadzidło

 

 

 

 

 

Zielone PALAIS JAMAIS - to wspaniały ziołowiec. Początek dosłownie powala eksplozją ziołowego bukietu. Czuję, że jestem "u siebie". Ziołowce to jedna z moich ulubionych - obok drewniaków i kadzidlaków - grup perfum. Po krótkim czasie czuję zielone liście herbaty, przez które przelatują smużki tlącego się dymu. Już wiem - PALAIS pachnie podobnie do NOMAD TEA CdG, tyle że jest mniej esencjonalne, delikatniejsze, z mniejszą ilością mięty i brązowego cukru. Jednak obie kompozycji wiele łączy. Podzielam znaleziony gdzieś w blogosferze pogląd, że PALAIS jest też olfaktorycznym krewnym YERBAMATE Villoresiego.

Tam jednak znajduje więcej "pudru", podczas gdy PALAIS jest czysty, niepudrowany, klarowny. Moim zdaniem to przede wszystkim kompozycja dla wielbicieli nut herbacianych i jako taką ją zapamiętam, ale nie tylko. Jest śliczna, zaokrąglona, z gatunku raczej "wszystkim podobających się" niż "wyindywidulaizowanych". Nie jest to absolutnie zarzut. To sama przyjemność powwąchiwać się czasem w tak ślicznie zestawioną mieszankę ziół. PALAIS rozwija się w kierunku wetiweru, ale snuje mi się tu po ok. 3 godzinach od aplikacji nutka jakby nieco mentolowa. Może to mięta, a może czarny pieprz? Nie ma ich w składzie, ale chłodny mentolowy powiew jest tu na pewno odczuwalny. Kompozycja idealna wprost na słoneczną ciepłą wiosnę (pomarzyć dobra rzecz) i upalne lato. Polecam zamiast ozonowych wodniaków!


 

 

nuty głowy: bergamotka, mandarynka, liście gorzkiej pomarańczy, jaśmin

nuty serca: kwiat tabaki, skóra

nuty bazy: wetiwer, mech dębu

21:16, fqjcior
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 maja 2010

Pierre'a Guillaume'a twórczości przeglądu ciąg dalszy...

 

PG 18 - orientalno-drzewny i kremowy CADJMÉRÉ

To najbardziej zielony zapach z czwórki tu opisywanych, drzewno-zielony jeśli chodzi o ścisłość. CADJMÉRÉ jest zielone, roślinne i iglaste, co pewnie jest sprawką gałązek mirtu i cyprysa, a także tajemniczych „soków roślinnych”. Z najbliższych skojarzeń pojawia się HINOKI Comme des Garcons, jednak zapach Guillaume’a jest znacznie bardziej subtelny, wyważony, delikatny no i pozbawiony nieco chemicznej terpentynowej nuty obecnej w drewniaku CdG. Zapach rozwija się w kierunku iglakowatym i efekt jest naprawdę przekonujący. Iglaki „odpuszczają” w końcowej fazie, która urywa się nagle jak zerwana taśma filmowa. To mój najwiekszy zarzut wobec CADJMÉRÉ – śliczny początek, intrygujące rozwnięcie, a potem miast „grand finale”  mamy ucieczkę w popłochu z pola walki. Zresztą w ogóle moc CADJMÉRÉ uważam za mocno niedostateczną, a  szkoda, bo to kompozycja ze sporym potencjałem. Niestety autor chyba zabrnął w ślepy zaułek i nie miał pomysłu na szczęśliwe zakończenie, więc z zakończenia zrezygnował. Oryginalne?


 

 

 

 

Nuty: palisander, drewno sandałowe, gałązki mirtu, aromatyczne soki roślinne, żywica cyprysa kenijskiego, kora drewna sandałowego, nasiona ambrette, wanilia

 

 

 

 

 

 

 

PG 21 - delikatna przyprawowo-orientalna FELANILLA

FELANILLA to obok COZÉ mój faworyt pośród opisywanego kwartetu. Przyczyna jest prosta – irys. Uwielbiam tę nutę. Zarówno w DIOR HOMME i jego odmianach jak i w PRADA INFUSION D’HOMME irys jest dla mnie najważniejszy. Bardzo specyficzna, lekko szorstka, papierowa nuta irysowa tutaj pięknie obtoczona jest w słodkich, orientalnych przyprawach. Piękny początek wprost zachwyca mocnym irysowym akcentem, który z czasem ustępuje królewskiej woni szafranu. Po czasie dołącza wanilia, by później po połączeniu się z ciepłą nutą ambrową stworzyć charakterystyczny delikatny orientalny temat kończący tę opowieść. Ładne to, ale troszkę krótkotrwałe i – z wyjątkiem początku – jakby trochę mało charakterne, leniwe, mruczące, kocie... Warto zwrócić uwagę na kolejny oryginalny składnik tych perfum: drewno bananowe. Pytanie czy to faktycznie molekuły wydobyte z budulca drzewa bananowego, czy może olfaktoryczny eksperyment, którego Guillaume ochrzcił bananowym, bo tak mu to zapachniało? Mając na uwadze tę charakterystykę – owszem, jak się wwącham, to jakaś taka niecodzienna nutka jakby bananowa się w akordzie bazy kręci...Nie muszę dodawać, że FELANILLA pachnie arcynaturalnie, co jest mam wrażenie trademarkiem młodego Francuza.







Nuty: wanilia, florencki irys, szafran, drewno bananowe (nuta drewniana z nutką bananową), siano, ambra





 

Gdybym miał pokusić się o znalezienie jakichś wspólnych cech wszystkich testowanych tu kompozycji Pierre’a Guillaume’a to byłyby to niebanalność i unikatowość kompozycji, zastosowanie oryginalnych składników (choćby konopie czy drewno bananowe), wrażenie naturalności, pięknie pomyślane akordy otwarcia, ale i niestety często rozczarowująca ich ewolucja na skórze – przynajmniej mojej. Dość kiepska moc i takaż trwałość to w mojej ocenie minusy perfum Francuza. Guillaume jest jeszcze młodym artystą i to się czuje. Jego kompozycjom brakuje ostatecznego szlifu. Obiecują więcej niż dają. Mimo to warte są uwagi i eksploracji choćby z podanych wyżej przyczyn. Co niżej podpisany czynić zamierza.

23:34, fqjcior
Link Komentarze (2) »

Pierre Guillaume - twórca i właściciel marki PARFUMERIE GENERALE - to przedstawiciel młodego pokolenia francuskiej perfumerii artystycznej. Chemik z wykształcenia, twórca bardzo utalentowany i poszukujący. W swych dziełach często stara się umieścić jakiś oryginalny, nowy składnik. Uzyskuje nowe bądź znane już pachnące substraty poprzez nowatorskie metody, jak choćby osławiony i opatentowany „photo-affinage” (oczyszczanie, uszlachetnianie bądź „wygładzanie” olfaktorycznych szczytów – cokolwiek to oznacza - przy pomocy promieniowania ultrafioletowego). Guillaume łączy naturalną tradycję z technologiczną nowoczesnością. Testując kompozycje Guillaume’a rzeczywiście nie można oprzeć się wrażeniu, że mają one wspólny mianownik w postaci unikatowości, nawet w tak unikatowej z założenia dziedzinie jak perfumeria niszowa. Obecnie Francuz oferuje ponad dwadzieścia pachnideł, z których cztery miałem okazję testować. Oto wrażenia.

PG 02 - drzewno-orientalny, wibrujący-przyprawami COZÉ

Od pierwszych molekuł docierających do nozdrzy nie może być wątpliwości, że COZÉ - debiutanckie perfumy Pierre’a Guillaume’a (choć z numerem 02) - to zapach niszowy. Z wielu względów. Ze względu na podjęty temat, wykorzystane składniki, zastosowane metody, wykonanie, wreszcie ze względu na aromat sam w sobie. Gęsty, pikantny, wibrujący. Bajecznie piękny i wspaniale enigmatyczny COZÉ jest zapachem pionierskim. Oparty na aromacie olejku uzyskanego z nasion rośliny Canapa Sativa, znanej nam jako konopie indyjskie. Guillaume stworzył tym samym perfumiarski precedens, bowiem ekstrakcja i użycie tego olejku w jego wykonaniu była pionierska, a sam Guillaume ma zastrzeżone do niego prawa. Zapomnijmy tu o syntetycznych odwzorowaniach cannabis, technologii headspace i innych nowoczesnych technikach pozyskiwania olfaktorycznych wzorów. COZÉ otwiera się na skórze absolutnie niesamowicie. Pieprzna nuta cannabis zmiksowana z oleistą bazą zachwyca swą pikantnością i gęstością. Po chwili do gry dołącza pieprz i pimento. Robi się niebywale pikantnie. W dalszej części twórca również nie szedł na koncepcyjne skróty i dopełnił całości słodkimi nutami kulinarnymi kawy, wanilii i czekolady, a także drewnem hebanowym. Tyle tylko, że ja tych składników tu nie odnajduję. COZÉ kojarzyć mi się z dwoma cechami: sugestywną oleistością i pikantnością. O tak. Baza jest – przynajmniej na mojej skórze – nieco kwaśna, jakby wetiwerowa. COZÉ to gęsta, nasienna, pieprzowo-paprykowa zawiesina, która dla każdego zapachowego maniaka będzie prawdziwą ucztą. Jest tu co „smakować” i jest się czym delektować.

 

 

Nuty głowy: olejek z nasion konopii indyjskich (Canapa Sativa)

Nuty serca: pieprz, papryczka pimento, kawa

Nuty bazy: drewno hebanowe, czekolada, laski wanilii burbońskiej

 

 

 

 

 

 

PG 10 - gorzko-drzewno-orientalny AOMASSAÏ

AOMASSAÏ powstało z inspiracji Afryką Płd. i sztuką plemienia Baoulé, a jego przewodnim tematem są prażone orzechy laskowe podlane karmelem. Jest coś niesamowitego w początku tej kompozycji. Zanim odparuje alkoholowy nośnik dochodzi mnie ostra, słodkawa woń burbona. Chwilę później pojawia się aksamitna gorycz, urzekająca, bardzo delikatna. Mikstura przyrządzona ze składników jadalnych, jednak nie pachnąca w sposób typowo kulinarny. Zapach prażonych orzechów laskowych, a raczej jego olfaktoryczne odwzorowanie (trudno wyobrazić sobie by nawet najzdolniejszy perfumiarz pozyskiwał olejek z autentycznie wyprażonych orzeszków), zalanych karmelem, mógłby wypaść „ulepkowato”. Tak jednak się nie stało. Nie jest też orzeszkowo mdląco-dusząco jak MECHANT LOUP L’Artisana, chyba dzięki zrównoważeniu przy pomocy wetiweru, suszonej trawy czy gorzkiej pomarańczy (stawiam na petit grain). Dzięki temu zapach rozwija się w zielonym kierunku, nawet nieco zielono-herbacianym, co uważam za jego zaletę. Już po ok. 40 minutach w AOMASSAÏ wyraźna staje się nuta trawy, raczej świeżo ściętej, niż suszonej. Mimo wszystko patrząc na listę składników deklarowanych przez Francuza, zachodzę w głowę, jak to możliwe, żeby taka ich mnogość i rozmaitość pachniała tak w sumie prosto, nieskomplikowanie, żeby nie powiedzieć ubogo....


 

 

 

 

 

Nuty: karmel, prażone orzechy laskowe, przyprawy, wetiwer, drewno balsamiczne, gorzka pomarańcza, kadzidło, lukrecja, drewno Wenge, suszona trawa, żywice


 

 

 

 

 

cdn.

22:51, fqjcior
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29