Opinie na temat zapachów męskich
Zakładki:
Dotychczasowe Recenzje
Polskie blogi perfumowe
Strony perfumowe
Zagraniczne blogi perfumowe
RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Na początku tego roku miałem okazję przeżyć podróż mojego dotychczasowego życia. Podczas podróży służbowej odwiedziłem Tajwan i Honk Kong. Przy okazji takich "wycieczek" człowiek chce nabyć dla siebie jakąś specyficzną pamiątkę, coś mocno związanego z danym miejscem, coś typowego, co będzie mu się jednoznacznie kojarzyć z odwiedzanym krajem. Ja obiecałem sobie zabrać prawdziwą chińską/tajwańską* herbatę oraz jakiś suwenir o charakterze (a jakże) zapachowym. I tak - specjalnie nie szukając - w mieście Kaohsiung w hotelowym holu napotkałem małe stoisko z lokalnymi rozmaitościami. Moją uwagę przykuły osobliwe drewniane flakoniki z napisem "HINOKI FUN - Taiwan Hinoki essential oil", w których znajdował się tradycyjny dalekowschodni olejek eteryczny produkowany na bazie żywic japońskiego cyprysu popularnie zwanego HINOKI. Belki cyprysu japońskiego wykorzystywane są do dziś jako wysokiej jakości materiał budowlany. W Japonii buduje się z nich m.in. pałace, świątynie, kaplice, tradycyjne teatry noh, rakietki do tenisa stołowego oraz łaźnie. Jak widać zastosowanie HINOKI jest rozmaite. A sam olejek znany jest ze swych właściwości leczniczych: bakterio-, wiruso-  i grzybobójczych. Poza tym wspaniale relaksuje i odstresowuje. No i wspaniale pachnie. Nie da się tego opisać - trzeba spróbować. No i kupiłem.

Jeśli ktoś zapytałby mnie, jaki kreator wylansowałby perfumy o zapachu drewna HINOKI, po chwili zastanowienia odpowiedziłabym - żaden zdroworozsądkowo myślący, patrzący na słupki sprzedaży nie podjąłby się tego. Ale ktoś niezależny, odważny.... hmmm... Zaraz, zaraz.... Jaki to awangardowy kreator wypuścił już wcześniej serię perfum inspirowanych drewnianymi nutami palisandru czy sekwoi??  Japonka Rei Kawakubo. Właścicielka anty-trendowego, awangardowego domu mody (i nie tylko) Comme Des Garcons. Któż inny mogłby podjąć takie wyzwanie i firmować perfumy o zapachu żywic japońskiego cyprysu? Jeszcze tylko jedno pytanie: jaki perfumiarz podołałby temu zadaniu? No bo kwiatki, wetiwery, owoce & warzywa - to w zasadzie każdy jeden, ale drewno? Deski, wióry, żywice?? No nie wiem... Bertrand Duchafour, Mark Buxton... Oni na pewno. Jednak tu niespodzianka: Antoine Maisondieu, ten od m.in. Burberry Brit for Men, Burberry London for Men, Armani Code for him czyli krótko mówiąc: ładnie, ale na pewno nie awangardowo. Muszę przyznać, że Maisondieu poradził sobie doskonale. HINOKI CdG powala autentycznością nuty HINOKI jaką znam z naturalnego olejku. Spójrzmy na listę nut: cyprys japoński, terpentyna, kamfora, cedr, tymianek, sosna, kadzidło frankońskie (olibanum), mech, wetiwer. Szok. Rzeczywiście na wstępie oprócz ostrej nuty żywicznej mamy chemiczne molekuły terpentyny i kamfory. Całość robi na mnie niesamowite wrażenie. Jakbym znalazl się w warsztacie stolarskim wypełnionym wonią swieżo ciętych desek, żywic, klejów. Zawsze lubiłem te zapachy. Z czasem gdy HINOKI ułoży się na skórze, poprzez drewniane nuty przedziera się nieśmiało kadzidlana mgiełka. Jednak kompozycja ma ograniczoną ewolucję na mojej skórze i do samego końca nie pozostawia wątpliwości, kto jest jej głównym bohaterem. I bardzo mnie to cieszy. Tak pachnieć to naprawdę niezapomniane przeżycie. Można tylko żałować, że o ile cena HINOKI nie jest zaporowa, to dostępność tego zapachu jest mocno ograniczona. Można go nabyć w zasadzie wyłącznie na stronie brytyjskiego periodyka o zasięgu globalnym zatytułowanego "Monocle", dla którego specjalnie HINOKI został skomponowany. No ale tak to bywa z rzeczami wyjątkowymi - bardzo często są trudno dostępne. Niemniej HINOKI CdG to jak dotąd to mój ideał zapachu drzewnego. Piszę to z pełnym przekonaniem. Pieć gwiazdek na pięć możliwych. 

 

*) tu sprawy się komplikują, bowiem Chiny uważają Tajwan za swą prowincję (oficjana nazwa: Republika Chińska), zaś Tajwańczycy uważają się za suwerenny demokratyczny naród i nie chcą słyszeć o tym, że są Chińczykami (delikatnie mówiąc nie lubią Chińczyków z kontynentu). Wynika to z dość skomplikowanej historii tej wyspy, która na przestrzeni lat znajdowała się "pod panowaniem" różnych państw (m.in. także Japonii w latach 1895-1944) i zawsze była przedmiotem walk o wpływy. W ciągu 50 lat panowania na Tajwanie Japończycy mocno przyczynili się do rozwoju wyspy budując m.in kolej, drogi, porty oraz rozwijając różne gałęzie przemysłu, a także budownictwo. Być może to właśnie oni spopularyzowali HINOKI jako materiał budowlany.

14:00, fqjcior
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 sierpnia 2009

ALAMUT - czar orientu

To bez wątpliwości kompozycja "wycelowana" w kobiety. Kwiatowe uderzenie na samym początku nie pozostawia złudzeń co do charakteru zapachu. Nie jest to jednak aldehydowo - kwiatowa odurzająca bomba, tylko subtelny bukiecik kwiatów. Z czasem całość nabiera bardziej orientalnego, ambrowo-sandałowego, ciepłego charakteru. Nic specjalnego się nie dzieje, no może z wyjątkiem tego, że na finiszu mamy wyraźne nuty pudrowe, zastępowane następnie stopniowo przez ostrawe piżmo. Ogólnie przyzwoity zapach, ale żadnej rewelacji. Brakuje mu czegoś. Oryginalności przede wszystkim. Choć nie wiem jeszcze, jak pachniałby na kobiecie. Ten piżmowy finisz mógłby być naprawdę pociągający. Wypada dodać, że ALAMUT wyłamuje się z .... profilu mojego bloga, bowiem jest to zapach stricte damski. Cóż - mały wyjątek od zasady nikomu jeszcze nie zaszkodził...

EDIT 29.08.2009: na mojej żonie ALAMUT zmienił się nie do poznania. Od razu zaintrygowało mnie, co też takiego użyła rankiem. Zdziwiłem sie mocno, gdy usłyszałem, że to właśnie on. Wszystko wskazuje na to, że dopiero na kobiecie zapach ten ujawnia swój prawdziwy piękny, orientalny charakter. Pierwsze skojarzenie, jakie miałem, to był zapach jednego z tych orientalnych kadzidełek przeznaczonych do domowego użytku. Bardzo ładna, upajająca, tajemnicza kobieca woń. Jestem pod wrażeniem. Chemia skóry robi swoje. Ogólnie podnoszę jego ocenę - ma coś w sobie, pod warunkiem, że nosi go ONA...

 

 

Nuta głowy: osmantus, róża, jaśmin, drewno krzewu róży i egzotyczne kwiaty.
Nuta serca: narcyz, tuberoza, ylang ylang, kwiaty pomarańczy, olejek labdanum i nuta ambry.
Nuta bazy: ambra, piżmo, amyris (zachodnioindyjskie drzewo sandałowe), sandałowiec, paczuli, żywica benzoesowa, nuty skórzane i pudrowe.

 

   

 

PIPER NIGRUM - miętowe orzeźwienie

Niektóre kompozycje VILLORESIEGO potrafią zapaść w pamięć bardzo głęboko. Obok opisywanego wcześniej słodko-ziołowego YERBAMATE, PIPER to mój kolejny faworyt. Początek to totalne zaskoczenie. Cudowna mięta pieprzowa wymieszana z anyżem dominuje przez pierwsze 2 godziny i działa wyjątkowo orzeźwiająco. Pierwszy raz doświadczam czegoś takiego wąchając perfumy. Skojarzenia z miętową gumą do żucia czy pastą do zębów są jak najbardziej na miejscu. I wcale mi nie przeszkadzają. Tutułowy czarny pieprz wyłania się nieco później - w kolejnej fazie rozwoju zapachu. Z czasem pieprzność zanika i ustępuje miejsca słodkawemu balsamicznemu zakończeniu. To doskonała propozycja na gorące letnie dni. Bardzo naturalna i piękna.

Nuty głowy: koper, dziki anyż, dziki koper, mięta pieprzowa, cytrusy, akordy drzew iglastych i liściastych
Nuty serca: czarny pieprz, oregano, gałka muszkatołowa, żywica elemi, żywica olibanowa, petit grain, liście goździka, morski rozmaryn, przyprawy
Nuty bazy: ambra, styraks, żywica benzoesowa, balsam Peru, mirra, cedr atlantycki, nuty drzewne

 

INCENSI - kadzidło, czy raczej drewno?

Stało się. Doświadczyłem ostatniego kadzidła na tym etapie moich poszukiwań. Jedyne słowo jakie przychodzi mi do głowy, by opisać moje pierwsze wrażenie, to zaskoczenie. Czym jestem zaskoczony? Małą "zawartością kadzidła w kadzidle". Właściciwie to zapach drzewny z nutami balsamicznymi, a raczej "drewniany" - pachnie żywicami, jak świeżo rozcięty pień drzewa. Jako taki bardzo mi odpowiada, bardzo lubię kompozycje drzewno-żywiczne (HINOKI CdG już czeka na recenzję), ale żeby zaraz kadzidło?? Co to, to nie. Wraz z upływającym czasem od aplikacji zaczyna się subtelna ewolucja INCENSI. Robi się mniej żywicznie, a bardziej przyprawowo. Całkiem wyraźnie czuć cynamon i pieprz. Delikatna kadzidlana poświata wyłania się w ostatniej nucie - bazie zapachu. Jednak to tylko wspomnienie kadzidła, dodatkowo zatopionego w balsamicznych, jakby mydlanych nutach. Tak czy inaczej INCENSI jest jednym z ciekawszych przyprawionych "drewniaków", na jakie dotąd się natknąłem. Zapach o wyraźnej, trzystopniowej ewolucji (żywica - przyprawy - kadzidło), skomponowany wg reguł klasycznej perfumerii. Tylko tyle i aż tyle. W moim prywatnym rankingu dzieł Lorenza z Florencji póki co plasuje się w połowie stawki. W rankingu kadzidlaków zaś - jakby nie istnieje...

 

 

Nuty głowy: nuty zielone, żywica elemi, galbanum, jabłko, cytryna, bergamotka
Nuty serca: cynamon, olejek labdanum (czystek), imbir, mimoza, pieprz
Nuty bazy: żywica benzoesowa, kadzidło, mirra, styraks, balsam Tolu, opoponaks, sandałowiec

20:12, fqjcior
Link Komentarze (6) »
czwartek, 20 sierpnia 2009

 DUEL czyli pojedynek

DUEL jest pięknym, świeżym, niekoniecznie stricte męskim zapachem, choć został stworzony w 2003 roku przez Camille Goutal (córkę Annick) w duecie z Isabelle Doyen (pani na zdjęciu poniżej) z myślą o mężu tej pierwszej. Zaczyna się ostrą świeżością cytrusów i liści Mate, które stanowią rdzeń tej kompozycji i są obecne przez większość czasu jej trwania. Pierwsze moje skojarzenie - jeśli miałbym na siłę ich szukać - to GUCCI POUR HOMME II (niebieski). To z pewnością efekt oparcia tej drugiej nie tyle na Mate ile na liściach czarnej herbaty. Pomimo, że w GUCCIm więcej jest kwiatów (fiołka przede wszystkim), to jednak nie da się nie zauważyć podobieństw między obiema kompozycjami. Przyznam, że nuty herbaciane (ale nie tzw. zielonej herbaty, tylko raczej czarnej lub Lapsang souchong - wędzonej) - to jedne z moich ulubionych nut perfumiarskich. DUEL (pojedynek) wg twórców podkreślać ma dwoistość męskiej natury (sic!). Każdy bowiem mężczyzna składa się z części łagodnej i czułej oraz tej bardziej prymitywnej, zwierzęcej, samczej.... Taaa. Chyba taak. Ale to tylko dorabianie ideologii do zapachu, któremu żadna ideologia nie jest potrzebna. DUEL wart jest zainteresowania, choćby ze wzgledu na swą niewątpliwą herbacianą oryginalność (jedno GUCCI PH nie zmienia faktu, tym bardziej, że chronologicznie DUEL był pierwszy) i uniwersalność oraz - mam wrażenie - aromaterapeutyczny charakter. Ma zdecydowanie optymistyczne konotacje. Działa na mnie pozytywnie. Wprowadza mnie w dobry nastrój. Lubię go. Lubię dobrą czarną herbatę. Może lubię też Mate, ale o tym nie wiem??... 

  

nuty: korzenie irysu, wrzos, piżmo, absynt, liście Mate, paragwajskie zboże

SABLES czyli wydmy

SABLES ach SABLES.... Mógłbym zachwycać się nim godzinami. Znów jest kulinarnie, tyle że nie herbacianie, lecz bardzo przyprawowo. Konglomerat przypraw uderza wiercąco w nozdrza. Cynamon, pieprz, wanilia. Można by odnieść wrażnie, że taki zestaw powinien wręcz udusić wąchającego. Skądże... SABLES jest pięknie wyważony, ciepły, wibrujący, idealnie nadający się na polskie zimowe wieczory. Niezastąpiony na okres Świąt Bożego Narodzenia. Jest jak świąteczny piernik albo cynamonowe ciastka. Cudny. Z czasem można w nim wyczuć jakże męskie nuty tytoniowo-koniakowe, ale i karmel gdzieś tam się przewija. Lubię takie przypadki, gdy nie mogę znaleźć żadnego znanego mi odpowiednika danje kompozycji. SABLES jest jedyny w swoim rodzaju. Stworzyła go sama Annick prawie ćwierć wieku temu. Dla męża rzecz jasna. Chciała w ten sposób uwiecznić wspólne wieczory na Korsykańskich plażach wypełnionych wydmami i ... kwieciem nieśmiertelnika. Fajnie miał mąż :-) Ja będę mieć fajnie, gdy zobaczę pełen flakon SABLES w mojej szafce....Żono - czytasz?.... 

Nuta głowy: nieśmiertelnik, cynamon
Nuta serca: indonezyjski i madagaskarski pieprz
Nuta bazy: drzewo sandałowe, wanilia

22:20, fqjcior
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 sierpnia 2009

Uwielbiam zapach kadzidła. Nie chodzi tu o jakieś konkretne kadzidło. Raczej o jego olfaktoryczne wyobrażenie przechowywane w mojej pamięci. Szukam zapachu - kadzidlaka najbliższego moim wyobrażeniom o tym, jak kadzidlak powinien pachnieć.  Wiem, że ma być mocno dymny, raczej drewniany niż kamienny. Suchy - nie wilgotny. Prosty - no może troszkę wyrafinowany. Muszę zdać się na intuicję i próbując kolejnych propozycji zestawiać je z tkwiącym gdzies głeboko we mnie "wzorem zapachu kadzidlanego". Moim osobistym wzorem - żeby nie było wątpliwości.

Zacząłem jakieś niemal 2 lata temu od przetestowania serii kadzideł Comme Des Garcons. To chyba najbardziej oczywisty start poszukiwań. Jedyną wadą ówczesnych testów było to, że pominąłem AVIGNON (katolicyzm), z banalnej przyczyny: sprzedawca na allegro próbki akurat tego kadzidlaka nie miał w ofercie. Po testach wiedziałem jedno: nie JAISALMER (hinduzim), nie ziołowo-herbaciane OUARZAZATE (meczet marokański) i nie medytacyjne KYOTO (buddyzm i szintoizm). Choć wszystkie intrygujące i niebanalne, to jednak dalekie od mojego osobistego kadzidlanego "archetypu". Wygrał jednoznacznie ZAGORSK. Kadzidło cerkiewne. Wtedy już wiedziałem, że kwestią czasu będzie nabycie pełnego flakonu. Pod jednym wszakże warunkiem. Najpierw obiecałem sobie przetestować to jedno brakujące kadzidlane "ogniwo": AVIGNON. Wiedząc, że jest to dzieło nie byle kogo, bo Bertranda Duchafoura, byłem gotów na niezwykłe doświadczenie. Niestety AVIGNON - rzekomo kadzidło katolickie - nijak ma się do kadzidła, jakie przechwuję w mojej pamięci zapachowej. Inaczej zapamiętałem kościelne kadzidło. To znane mi z polskiego kościoła na prowincji jest jednak zdecydowanie bliższe ZAGORSKowi. AVIGNON  to kadzidło zimne, wzniosłe, mało dymne, wilgotne, nawet nieco dla mnie nieprzyjemne, szczególnie w swej pierwszej fazie. Może faktycznie tak pachnie kadzidło w zachodnioeuropejskich katedrach... W każdym razie już wiem, że to nie to, czego szukam.

ZAGORSK to w swoim charakterze swoisty łącznik między serią drzewną i kadzidlaną CdG. To zapach dymu z kadzidła zmieszanego z wonią drewnianych bali i desek stanowiących budulec cerkwi prawowsławnej. Zaiste piękny to zapach, bardzo sugestywny i pobudzający wyobraźnię. Działa uspokajająco, koi zmysły, nie niepokoi tak jak majestatyczny i "niedostępny" AVIGNON. ZAGORSK to mój faworyt serii INCENSE.  I byłbym pozostał przekonany tylko do niego, gdyby nie moja wizyta w Galilu Olfactory. Zaintrygował mnie CARDINAL Heeleya (powęszył bym jeszcze w tym kierunku). Zachwyciło mnie natomiast kadzidło Andy Tauera w postaci jego INCENSE EXTREME. Jest zbliżone charakterem do ZAGORSKA, ale jest pełniejsze, cieplejsze, nieco słodkawe i mocniejsze. Na tym etapie poszukiwań to mój absolutny numer 1.  

Andy Tauer coraz bardziej zadziwia mnie. Jego kompozycje "żyją", zmieniają się na skórze w sposób zaskakujący, dają ogromną radość z próbowania. Czuje się, że powstają "z miłości do zapachów". Taki też jest jego kadzidlak.

Czuję, że jestem już blisko decyzji, ale chcę jeszcze sprawdzić INCENSI Lorenzo Villoresiego. Zdaję sobie sprawę, że te kilka przetestowanych kadzideł to kropla w morzu, ale nie chcę "zblokować się" z nadmiaru możliwości. Tego "króliczka" akurat bardzo chcę złapać, zamiast wciąż go gonić :-) A potem.....Zobaczymy.....

14:33, fqjcior
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 sierpnia 2009

MAN czyli Animal :-)

 Poczatek ostry, chemiczny, rozpuszczalnikowy. Wręcz odstręczający. Potem jest już nieco... lepiej??... Yhm...Kwaśno-słodko, pachnąco - sorry - uryną i męskim potem.... Taaaa... I po tych słowach w zasadzie można by zakończyć ten opis..... gdyby nie to, że podobno zapach ten noszony przez mężczyzn cieszy się wśród kobiet sporym uznaniem.. Hmm.... Patrząc na opis nut to za te cokolwiek niecodzienne nuty na wstępie odpowiada chyba aloes, raczej rzadki składnik perfum. Ale idźmy dalej. Po ok 2 minutach atmosfera się nieco oczyszcza i spod andronicznych (w ogóle jest takie słowo??) nut wyłania się miodowa nutka. Całość w mgnieniu oka odbywa transformację z nuty głowy do nuty bazy, a następnie trwa sobie kilka godzin bez żadnych przemian. "Man" jest co najmniej kontrowersyjny i bardzo ... zwierzęcy. Bezsprzecznie męski i zdecydowany. Mocny. Ze zdecydowanie miodową dominantą, która w miarę upływu czasu ustępuje miejsca paczuli i piżmu.

"Man" to substancja niebezpieczna dla niewprawnych nosów. Ale im później od aplikacji, tym staje się mniej wulgarny, a bardziej subtelny, wrażliwy i ... słodki :-) Więc warto poczekać.

Nuta głowy: róża (kwiatowa)
Nuta serca: gałka muszkatołowa, cynamon, drzewo sandałowe, aloes drzewny (drzewna)
Nuta bazy: białe piżmo, paczula (ostra, miodowa)

twórca: Geoffrey Newman

Smakołyk.

 "Avant-Garde" jest od początku znacznie sympatyczniejszy, przyjemniejszy w odbiorze. Jednak - podobnie jak "Man" - nie eksploruje typowo męskich nut cytrusowych czy drzewnych. 

Pierwsze nieco orzeźwiające nuty powstałe z intrygującego połączenia kwiatów i cytrusów dość szybko przechodzą w słodkawe kakaowe serce, otoczone tytoniem i kadzidłem (ale nie dymem kadzidlanym, tylko raczej żywicą z formie stałej). W tym momencie zapach staje się nieco podobny do Attitiude Armaniego, jak również Amen Muglera, choć bez tej ulepkowatości.  Kakao jest w "Avant-Garde" tym, czym miód w "Man". To rdzeń tej kompozycji, która jest znacznie subtelniejsza od poprzednika, mniej intensywna i ....w moim odczuciu mniej awangardowa.

Nuta głowy: owoce cytrusowe, wodne lilie, płatki irysu (cytrusowa)
Nuta serca: kakao, liście tytoniu, kadzidło (słodka, gładka)
Nuta bazy: bób tonka, balsam tolu, nuty skórzane, ambra (ambrowo - skórzana)

Twórca: Geoffrey Newman

Obie kompozycje Newmana mają niewątpliwie męski charakter, jednak wyłamują się stereotypowemu pojęciu o męskich perfumach. Są wymagające, ale potrafią się odwdzięczyć tym, którzy dotrwają do ich właściwych nut. Są "niekrzykliwe" i mają tendencję do zlewania się z "nosicielem", do stawania się jego właściwym zapachem. To może być ich zaletą, ale nie musi, Kwestia gustu. Mają zdecydowanie wieczorowy charakter. Są tajemnicze, intrygujące, choć w pierwszej chwili mogą konsternować. No ale w końcu M.Micallef to produkty dla nietuznkowych osób, które oczekują czegoś specjalnego. Ja mogę je podsumować następującymi słowami: intrygujące i oryginalne, but it's not my cup of tea.... A jeśli miałbym wybierać, to zachowawczo wybrałbym ten Avant-Gardowy :-)

19:45, fqjcior
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2