Opinie na temat zapachów męskich
Zakładki:
Dotychczasowe Recenzje
Polskie blogi perfumowe
Strony perfumowe
Zagraniczne blogi perfumowe
RSS
środa, 29 lipca 2009

Nostalgiczne spojrzenie w przeszłość.

Twórca zapachu Francis Kurkdjian (autor JPG Le Male, Davidoff Silver Shadow czy Armani Mania) przyznaje, że inspiracją dla niego przy tworzeniu For Him były wspaniałe zapachy Fougere z lat 80-tych. Gdy pierwszy raz testowałem zapach w perfumerii, moje skojarzenie było jedno - Fahrenheit. Dziś gdy posiadam własny flakon, nic się nie zmieniło. For Him to ewidentne, aczkolwiek bardzo inteligentne nawiązanie do klasyka Diora. Wspólna cecha tych kompozycji to umieszczenie w nich woni fiołka i - co chyba istotniejsze - podobne go ujęcie. Dlatego skojarzenie For Him z Fahrenheitem jest tak ewidentne i dla mnie bezdyskusyjne. Jakież było moje zdziwienie, gdy próbowałem znaleźć w FH jakiekolwiek wspólne nuty z Grey Flannel i ....poniosłem sromotną klęskę! A przecież perfumomaniacy na forum Basenotes właśnie jego eminencję Szarą Flanelę najczęściej stawiają jako punkt odniesienia dla For Him! Niewiarygodne! Chyba mam kłopoty z powonieniem.... Fiołki są w Grey Flannel - tu zgoda. Jednak zostały ujęte zgoła odmiennie, bardziej cierpko, mniej przystępnie, mimo wszystko jakby bardzie naturalnie. (Nota bene ostatnio zakupiłem olejek eteryczny o zapachu fiołka i po jego podgrzaniu poczułem... Grey Flannel, a nie FH :-) Poza tym GF nie powstał w latach 80-tych, lecz dekadę wcześniej, więc chyba nie o nim myśli Kurkdjian mówiąc o Fougere lat 80-tych. Zresztą mniejsza o to. Wróćmy do meritum. For Him otacza fiołki subtelnym egipskim piżmem. Nie doświadczymy tu charakterystycznej "benzynowej" (petrol) nuty Fahrenheita. FH jest znaczne bardziej subtelny, elegancki, wyrafinowany i naprawdę piękny. Brawo dla Rodrigueza za odwagę i wypromowanie tak "niepasującej do obecnych czasów" mikstury. Choć jedno jest pewne - moc i intensywność FH idą z duchem czasu. Zapach nie powala mocą, aczkolwiek jest obecny przez 6-8 godzin. Z czasem woń fiołka ustępuje ciepłemu egipskiemu piżmu, które jest rzekomo sercem tej kompozycji oraz ulubionym zapachem Rodrigueza (stąd pewnie decyzja o wprowadzeniu wersji "Musk For Him" w formie perfumowanego olejku).

Osobny temat to flakon. Grafitowy z ciężkiego, grubego szkła, z eleganckim i prostym białym nadrukiem. Czarny solidny atomizer. Czarna masywna plastikowa zatyczka dopełnia całości. Flakon podobnie jak zapach: elegancki, tajemniczny i absolutnie męski. Troszkę szkoda, że choć flakon jest szklany, to nie widać w nim zawartości płynu, ale taka widać była koncepcja projektanta.

Polecam For Him bo rzecz to niebanalna i dość rzadko spotykana. Dla oczekujących "czegoś więcej". Kurkdjian - przedstawiciel młodego pokolenia perfumiarzy - po raz kolejny udowadnia, że jest perfumiarzem zdolnym i wszechstronnym oraz nie rozmieniającym się na drobne. Trudno też doszukiwać się u niego "wody sodowej", choć miałby do tego pełne prawo - w końcu to w wyniku debiutanckiego Le Male JPG (światowego hitu!) stał się sławny w wieku 25 lat i błyskawicznie "wskoczył" na "salony"...  

 typ zapachu:  Fougere

nuty: serce kompozycji: cenne egipskie piżmo wzbogacone o trzy czynniki: aromatyczny fiołek, drewno i zmysłową ambrę.

  • twórca: Francis Kurkdjian
  • rok wprowadzenia: 2007
  • moja klasyfikacja: kuszący, subtelny, zagadkowy, uniwersalny ze wskazaniem na nieoficjalne, ale romantyczne okazje
  • moja ocena w skali 1-6:
  • kompozycja: 5
  • trwałość: 4
  • flakon: 5
13:35, fqjcior
Link Komentarze (2) »
niedziela, 26 lipca 2009

W końcu przedwczoraj - po kwietniowym falstarcie - dotarłem do tego zaczarowanego miejsca w Warszawie przy ul. Koszykowej 26. Galilu Olfactory. Nazywają siebie "neoperfumerią" jak sądzę po to, by wyróżnić się na tle konkurencji. Coś w tym jest. To miejsce w niczym nie przypomina klasycznych, znanych mi perfumerii. Pierwsze wrażenie po wejściu to jakby wejście do innego świata. Świata - jak się potem okazało - absolutnie niezwykłych perfum. W tej neoperfumerii panuje specyficzny, starannie wytworzony klimat: nastrojowe światło, lekki półmrok, flakony stoją w równych szeregach na szklanych, podświetlanych półkach. Po środku pomieszczenia stoi nietypowych kształtów stół oraz krzesła. Obok przy ścianie wygodna skórzana kanapa. Można więc przycupnąć i pokontemplować atmosferę. Poza tym nastrojowa muzyka i bardzo kompetentna obsługa, która o każdym zapachu i twórcy potrafi coś interesująego powiedzieć. Bo przecież "zapachy są ideą", jak stoi na blotterkach Galilu. Czas mija w Galilu niezwykle szybko i szkoda tylko, że by tam się dostać, muszę przejechać dobre 200 km...

Podczas tej pierwszej wizyty miałem zaszczyt poznać - pobieżnie rzecz jasna - z wybranymi dziełami Jamesa Heeley'a, Escentric Molecules, Miller Et Bertaux, Parfumerie Generalne, Byredo, Andy Tauera (!), oficyny Santa Maria Novella czy cyklu Eau D'Italie. A to tylko cześć bogatej i wciąż powiększającej się oferty Galilu. Jako że szczególnym zainteresowaniem dażę zapachy kadzidlane i drzewne, niezwykłe wrażenie wywarły na mnie Cardinal Jamesa Heeley'a oraz Incense Extreme Andy Tauera, którego nie omieszkałem poddać próbie generalnej na własnym organizmie. Wynik próby - jestem zachwycony i chcę więcej! Kadzidło bliskie moim wyobrażeniom, zbliżone nieco do Zagorska Commes des Garcons, choć niektórzy twierdzą, że bliższe Avignon. Imponujące. Piękne. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł napisać o nim więcej. O Cardinalu również.

 

Zaintrygował mnie koncept  Miller Et Bertaux, "niszy w niszy" jak określiła to pani sprzedawczyni, a szczególnie jego świeżutki, rzeczywiście zielony "green, green, green and...green" . Prócz samego zapachu bardzo spodobała mi się prostota flakonów, jakby robocze etykiety oraz kolorowe kuleczki pływające wewnątrz płynu, mające podkreślić charakter zapachu. Byłbym zachwycony mogąc dłużej potestować tę i pozostałe kompozycje. Kto wie...  

 

 

Spore wrażenie wywarło na mnie kilka spośród imponującej liczby propozycji włoskiej oficyny działającej we Florencji przy dominikańskim klasztorze Santa Maria Novella. Kompozycje będące dziełami dominikańskich zakonników liczą tu czasem po kilkaset lat (!) i mają swą fascynującą historię, a ich sugestywność i jakość wyczuwalna od pierwszego "powąchania" naprawdę robią wrażenie.  Dość powiedzieć, że testowana przeze mnie klasyczna cytrusowa Aqua Di Colonia Santa Maria Novella powstała w XVI w. dla Katarzyny Medycejskiej.

Dopiero potem receptura trafiła do Kolonii i została spopularyzowana jako znana chyba niemal wszystkim Woda Kolońska. 

 

 Wśród próbowanych zapachów pojawił się też cykl kompozycji Bertranda Duchaufoura Eau D'Italie. Poszczególne kompozycje odnoszą się do regionów Italii, a ja osobiście jestem szczęśliwym posiadaczem jednej z nich: Bois D'Ombrie czyli Lasy Umbrii. Wrażeniami na jej temat podzielę się w którymś z kolejnych wpisów.

 

 

 

 

Podczas tych kilkudziesięciu minut w Galilu przeniosłem się w inny wymiar. To miejsce magiczne głównie dzięki zapachowym dziełom sztuki, które prezentuje i oferuje. Ale i dzięki stworzonej tam unikalnej atmosferze. Niszowe perfumiarstwo to inny świat - świat prawdziwej sztuki. Oprócz sugestywnego piękna, treści, zawartej wizji, a czasem i historycznego tła, jest w nim miejsce na olfaktoryczny eksperyment, na schodzenie z utartych ścieżek, na wyłamywanie się z kanonów i przełamywanie barier. To stanowi o ich wyjątkowości. Tworzy się je nie biorąc pod uwagę masowych gustów potencjalnych nabywców, ani chyba gustów nabywców w ogóle. Są "materializacją" wizji, pomysłu, koncepcji twórcy. Są prawdziwymi dziełami sztuki. Czasem pokrywają się z wyobrażeniami odbiorcy, czasem go prowokują, przesuwają granice jego zapachowej tolerancji. Albo komuś przypadną do gustu, albo nie. Dlatego te kompozycje tak zapadają w pamięć. W każdym razie zapadły w moją... i to na dobre.... Nie mogę się już doczekać, kiedy znowu będę miał okazję ich popróbować.

20:02, fqjcior
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lipca 2009

Pora letnia to czas, gdy w sposób naturalny preferuję zapachy lżejsze, orzeźwiające. Do takiej grupy z pewnością zaliczają się klasyczne, tradycyjne kompozycje oparte na cytrusowych nutach wody kolońskiej. I nie ma co się oszukiwać - pomimo "dziadkowych" konotacji, świetnie sprawdzają się w upalne, słoneczne dni. Pozwalają poczuć się rześko i świeżo.

Jak więc mają się do siebie dwaj wybitni przedstawiciele tej grupy zapachów: szeroko znany klasyk zaprezentowany w 1966 roku Eau Sauvage Diora autorstwa Mistrza Edmonda Roudnitski i - nieco mniej popularny oraz młodszy (debiutował w 1979 roku jako Eau De Cologne Hermes ) Eau D'Orange Verte Hermesa? Na początek powiem:  mimo, że podobne, to jednak bardzo różne, a wprawny nos nie pomyli ich na pewno.  Ogólnie rzecz biorąc propozycja Hermesa jest bardziej zorientowana na owoce, w tym oczywiście cytrusy i nieznacznie ewoluuje w czasie. Sauvage to jednak bardziej wyrafinowana kompozycja, wzbogacona o niezwykle tradycyjne perfumiarskie składniki (lawenda, jaśmin), zmieniająca się w czasie, zgodnie z tradycją francuskiego perfumiarstwa. Ale do rzeczy....

 

 

Początek Orange jest mocny, cytrusowo-owocowo-orzeźwiający. Cytrusowo owocowy coctail trzyma się dość długo, by później zmierzać ku utracie intensywności i przechodzić w bardzo delikatną, trudną do określenia, trochę nijaką bazę. O ile początek to "prawdziwa woda pomarańczowa", o tyle po ok. 30-40 minutach to w zasadzie nic nadzwyczajnego. Lajcik. Ale w upalne dni na pewno przydatny, no i przecież można zawsze powtórczyć aplikację, by znów upajać się pomarańczowym szaleństwem. Jedno jest dla mnie pewne - poniższy opis poszczególnych akordów i nut obiecuje wiele, ale efekt jest raczej ubogi i jednowymiarowy. Fakt - gdzieś tam jakiś cień lawendy chyba się snuje, ale mój jednak amatorski nos nie identyfikuje wielu innych z wymienionych poniżej nut... D' Orange Verte zaczyna się wodospadem, bardzo szybko jednak przechodzi w strumyczek, by zaraz potem zniknąć w drążonej skale... Krótko, aczkolwiek dość intensywnie

Nuta głowy: papaja, kolendra, mandarynka, bazylia, mięta, mango, bergamotka, cytryna
Nuta serca: rozmaryn, lawenda, liść i kwiat pomarańczy, konwalia
Nuta bazy: mech dębowy, paczula, piżmo, cedr, drewno sandałowe
 

 Eau Sauvage to jednak "inny zwierz". Początek - ostry, cytusowy, z niesamowicie, wspaniale kręcącą w nosie bardzo naturalną w swym aromacie lawendą. Lawenda dosłownie po chwili łagodnieje, by po ok. 10 minutach zniknąć bezpowrotnie. Zapach pięknie przechodzi w kwiatową fazę. Właśnie ta faktyczna, mocna obecność lawendy, a potem nut kwiatowych (jaśmin! - ciekawe czy z Grasse?) odróżnia Sauvage od D'Orange Verte. No i "Dzikus" ma jednak więcej czasu, powoli rozwija się, dłużej i intensywniej trwa, a każda jego faza to prawdziwa perfumiarska klasa. Finał nieco przełamuje dotychczasową harmonię owoców i kwiatów, będąc miksturą drewna sandałowego i wetiweru, w której jednak nuta przewodnia wciąż jest obecna. Tu jest już bezdyskysyjnie męsko.

Nie bez przyczyny Sauvage uważany jest za jedno z największych i najdoskonalszych osiągnięć perfumeryjnych w historii. Wielkie dzieła są zwykle wielkie, bo są w jakiś sposób przełomowe, wchodzą na nowe ścieżki, pokazują nowe kierunki, poszerzają swą własną kategorię. W tym kontekście wrócę na moment do obecnej w Sauvage nuty jaśminu. Nie ma co się łudzić, że jest to naturalna molekuła zawarta w olejku wyekstrahowanym z kwiatów uprawianych w Prowansji... Historia Eau Sauvage jest inna, a sława twórcy wynika również z niej. Otóż zastosowano w nim po raz pierwszy w historii (przynajmniej jeśli chodzi o perfumy męskie) syntetycznie otrzymaną aroma-molekułę zwaną Hedione, która ma to do siebie, że do złudzenia przypomina zapach jaśminu. Mistrz dodał jej 2%. Tylko tyle. Niby niewiele, a jednak tak dużo! Bo czymże byłby Sauvage bez tej nuty?? Kolejnym klonem Kolnische Wasser? Od tej pory Hedione gościło i gości w niepoliczalnej liczbie perfum, szczególnie damskich, gdyż działa na umieszczone w nich molekuły kwiatowe analogicznie jak promienie słoneczne na kwiat - ogrzewa, wydobywa aromat i z pomocą wiatru rozprzestrzenia go w powietrzu. 

Eau Sauvage spotkamy do dziś w perfumeriach na półkach z napisem Dior. Był przełomowy, jest ponadczasowy... I chyba każdy ciekawy olfaktorycznego świata mężczyzna powinien zaopatrzyć się we flakon tej substancji, choćby po to, by móc ją kontemplować jak dzieło sztuki. Bo tym właśnie jest. A jeśli komuś podpasuje i będzie Sauvage nosić - tym lepiej. Ja sięgnąłem po niego, by poczuć legendę, by spróbować ją zrozumieć. Zawsze fascynowały mnie te kompozycje, które trwają tyle dziesiątek lat i wciąż są chętnie nabywane i używane. To zresztą przecież marzenie każdego kreatora - wypromować "evergreena" :-) Dziś przychodzi im to znacznie trudniej, niż w przeszłości. Dlatego nie pojawia się nic na miarę Old Spice, Veivera, Sauvage, Polo, Fahrenheita, Cool Watera, Drakkar Noira, Aramisa, Tabaca, pierwszego Carona czy Kenzo PH.  Tak to już jest i chyba... tak musi być. Takie dziwne mamy czasy. Dlatego cieszmy się dostępnością tych arcydzieł z przeszłości, do których "Dzikus" z pewnością należy.

 

 Akord głowy: cytryna, bazylia, bergamotka, kmin, lawenda i nuty owocowe
Akord serca: jaśmin, róża, goździk, korzeń irysa, kolendra, paczula, drewno sandałowe
Akord bazy: mech dębowy, wetiwer, piżmo i ambra

22:32, fqjcior
Link Komentarze (4) »
wtorek, 07 lipca 2009

Dla wszystkich zainteresowanych historią perfum poniżej bardzo moim zdaniem interesujące zestawienie najważniejszych męskich zapachów powstałych w XX w. Jest to ranking autorstwa Michaela Edwardsa, człowieka z branży perfumeryjnej (zaczynał w latach 80-tych), znanego autora publikacji poświęconych perfumom (m.in. przewodników, jak choćby wydana w 2001 roku "Zapachy świata 2001" (oryg." Fragrances of the world 2001"). Większość poniższych olfaktorycznych dzieł jest dostępnych do dziś w sprzedaży, co niewątpliwie świadczy o ich ponadczasowości.

  • 1930: Pour Un Homme (Caron / Ernest Daltroff)
  • 1935: Canoe (Dana / Jean Carles)
  • 1937: Old Spice (Shulton / Albert Hauck)
  • 1949: Moustache (Rochas / Edmond & Theresa Roudnitska)
  • 1952: Pino Silvestre (Silvestre / Lino Vidal)
  • 1955: Chanel Pour Monsieur (Chanel / Henri Robert)
  • 1957: Vetiver de Carven (Carven / Edouard Hache)
  • 1959: Tabac Original (Maurer & Wirtz / Arturo Jordi-Pey)
  • 1961: Vetiver de Guerlain (Guerlain / Jean Paul Guerlain)
  • 1964: Brut (Fabergé / Karl Mann)
  • 1965: Aramis (Estée Lauder Aramis division / Bernard Chant)
  • 1965: Habit Rouge (Guerlain / Jean Paul Guerlain)
  • 1966: Eau Sauvage (Dior / Edmond Roudnitska)
  • 1973: Jovan Musk for Men (Jovan / Murray Moscona)
  • 1973: Paco Rabanne Pour Homme (Paco Rabanne / Jean Martel)
  • 1974: Givenchy Gentleman (Givenchy / Paul Leger)
  • 1976: Grey Flannel (Geoffrey Beene / Andre Fromentin)
  • 1976: Halston Z-14 (Halston / Vincent Marcello, Max Gavarry)
  • 1978: Azzaro Pour Homme (Azzaro / Anthony Gerard, Martin Heiddenreich, Richard Wirtz)
  • 1978: Devin (Aramis / Bernard Chant)
  • 1978: Lagerfeld (Lagerfeld / Ron Winnegrade)
  • 1978: Polo (Ralph Lauren / Carlos Benaim)
  • 1978: Van Cleef & Arpels (VCA / Louis Monnet)
  • 1981: Eau d'Hadrien (Annick Goutal / Annick Goutal, Francis Camail)
  • 1981: Kouros (YSL / Pierre Bourdon)
  • 1982: Drakkar Noir (Guy Laroche / Pierre Wargnye)
  • 1984: Armani Pour Homme (Armani / Roger Pellegrino)
  • 1986: Obsession for Men (Klein / Bob Slattery)
  • 1988: Cool Water (Davidoff / Pierre Bourdon)
  • 1988: Fahrenheit (Dior / Jean Louis Sieuzac, Maurice Roger)
  • 1989: Joop! Homme (Joop! / Michel Almairac)
  • 1991: Kenzo Pour Homme (Kenzo / Christian Mathieu)
  • 1993: Escape for Men (Calvin Klein / Steve Demarcato)
  • 1995: Tommy (Aramis / Annie Buzantian, Alberto Morillas)

Ja sam chętnie uzupełnię to zestawienie o kilka pozycji z poprzedniego, ale i z obecnego tysiąclecia. Uważam je za przełomowe, czasem rewolucyjne, a na pewno niezwykle ważne w rozwoju "męskiej perfumerii":

  • 1990: Egoiste (Chanel/ Jacques Polge)
  • 1995: Opium Pour Homme (YSL/ Jacques Cavallier)
  • 1996: A*Men (Thierry Mugler/ Jacques Huclier)
  • 1999: 212 Man (Carolina Herrera/Alberto Morillas, Rosendo Mateu, Ann Gottlieb)
  • 2003: Pour Homme (Gucci/ Michael Almairac)
  • 2002: M7 (YSL/ Jacques Cavallier, Alberto Morillas)
  • 2006: Terre D'Hermes (Hermes/ Jean-Claude Ellena)
  • 2005: Dior Homme (Dior/ Olivier Polge)
09:58, fqjcior
Link Dodaj komentarz »