Opinie na temat zapachów męskich
Zakładki:
Dotychczasowe Recenzje
Polskie blogi perfumowe
Strony perfumowe
Zagraniczne blogi perfumowe
RSS
wtorek, 29 czerwca 2010

Czas upływa nieubłaganie i nim się obejrzałem jednemu ze sztandarowych (i jednemu z pierwszych) dzieł Jean-Claude'a Elleny stuknęły 34 lata! EAU DE CAMPAGNE stworzone przez niego w 1976 roku na zamówienie Huberta D'Ornano, założyciela SISLEY (to także rok rozpoczęcia działalności firmy), to dowód na to, że już na początku perfumiarskiej kariery Ellena doskonale czuł się w tematach zielonych, lekkich, rześkich, harmonijnych i uniseksowych.  "Wiejska Woda" (bo tyle dokładnie oznacza nazwa :) niczym specjalnym - jeśli chodzi o estetykę - nie różni się od - dajmy na to - współczesnych hermesowych ogródków czy herbacianego BVLGARI. EAU ma nieco oldskulowy klimat w tym sensie, że nie ma w nim nowoczesnych, opatentowanych syntetycznych molekuł, które Ellena zamieszcza w swych najnowszych dziełach. Przez to EAU pachnie nad wyraz naturalnie, co jest moim zdaniem jego niewątpliwą zaletą. Z drugiej strony zaś nie szokuje wyrazistością, jak choćby UN JARDIN SUR LE NIL. Mimo to EAU jest dziełem ze wszech miar aktualnym i absolutnie nie "staromodnym".

Świeże, zielone tchnienie cytrusów i galbanum otwierające kompozycję dość szybko odsłania nam uroczą zieloną mieszankę liści pomidora oraz bazylii. Robi się sielsko i wiejsko zarazem, a nawet.... ogródkowo. Pięknie. Następnie zapach przechodzi dość subtelną, ale wyraźną przemianę na skórze. Wpierw odsłania swe delikatne kwiatowe oblicze, by na finiszu wyewoluować w klasyczną, piękną mieszankę wetiweru, paczuli, mchu dębowego i białego piżma, która mimo tradycyjnych komponentów pachnie bardzo specyficznie i oryginalnie i po kilku godzinach od aplikacji perfum jest wciąż wyczuwalna dla nosiciela. Wciąż świeżo, ale już nie tylko zielono, ale i słodkawo- piżmowo. Mimo tej ewolucji EAU podtrzymuje swój zielony, świeży charakter właściwie przez cały czas.

Choć w opisie fazy serca mamy jaśmin, to nie pojawia się on jako wyrazista, osobna nuta. To samo dzieje się z konwalią i geranium, które należy tu potraktować jako klasyczny składnik pogłębiający akordy kwiatowe. Traktuję więc ten opis jako umowny, bo mamy tu raczej do czynienia z lekkim, świeżym akordem kwiatowym, będącym wypadkową poszczególnych składników, bez akcentowania któregokolwiek z nich. Akord ten jest mistrzowsko zbalansowany i po prostu piękny.

EAU DE CAMPAGNE to bez dwóch zdań urocza kompozycja. Jest dość delikatna, przyzwoicie trwała (8 h). Ma na mnie orzeźwiający i energizujący wpływ. Na dworze dziś upał i muszę przyznać, że "wiejska woda" wspaniale spisuje się podczas takiej aury. Atomizerek można traktować z dużą dozą swobody bez obawy o przedawkowanie. Zagwarantuje to, że będzie można się cieszyć zieloną wonią EAU DE CAMPAGNE przez dłuższy czas. Tak - to jedna z najpiękniejszych zielonych kompozycji jakie znam. Jak widać ten typ zapachów Ellena opanował w stopniu mistrzowskim już wiele lat temu. Od tego czasu zresztą regularnie to potwierdza.



nuty górne: bergamotka, cytryna, galbanum, bazylia,

nuty środkowe: liście pomidora, śliwka, jaśmin, konwalia, geranium

nuty dolne: białe piżmo, paczula, wetiwer, mech dębowy,

twórca: Jean-Claude Ellena

rok wprowadzenia: 1976

moja klasyfikacja: świeży, zielony, uniwersalny, idealny na upalne lato, uniseks

ocena w skali 1-6:

kompozycja: 5

trwałość: 4

flakon: 3

14:46, fqjcior
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 czerwca 2010

 

Reformulacja - czyli zmiana formuły (składu, receptury) perfum to smutna rzeczywistość, której świadom powinien być każdy entuzjasta perfum, szczególnie zaś perfumowy blogger. Prawda jest taka, że perfumy wciąż podlegają reformulacjom i nie jest to zjawisko nowe. Reformulacja może mieć charakter konieczny lub marketingowy.

Reformulacja konieczna - polega na zastępowaniu składników ich odpowiednikami. Tu przyczyn może być kilka:

- producenci potaniają recepturę poprzez użycie tańszych składników, często syntetycznych;

- niektóre składniki - niegdyś łatwe do zdobycia - stają się nagle towarami rzadkimi lub niedostępnymi, więc zastępowane są odpowiednikami (np. jaśmin z Grasse jaśminem z - dajmy na to - Egiptu);

- inne składniki - np. pochodzenia zwierzęcego - zastępowane są ich syntetycznymi odpowiednikami (np. cywet czy ambra) w związku z preferencjami konsumenckimi bądź w wyniku prawnych ograniczeń handlowych (np. obostrzenia IFRA* - organizacji zrzeszającej producentów perfum);

- jeszcze inne składniki okazują się być niebezpieczne dla zdrowia (np. uczulające), więc zastępuje się je pokrewnymi (np. piżma).

Reformulacja może też być zabiegiem ukierunkowanym na unowocześnienie, odświeżenie starej kompozycji. To coś więcej, niż podmiana składników. Może wiązać się ze zmianą proporcji, ale i z wzbogaceniem lub zubożeniem receptury. Ten typ uważam za szczególnie nie fajny, podyktowany modą, marketingiem, a nie "wyższą" koniecznością (reformulacja marketingowa).

Warto też pamiętać, że szczególnie perfumy oparte na naturalnych składnikach mogą nieco różnić się, jeżeli zastosowano w nich ingrediencje pochodzące z różnych zbiorów (lat), choć z tego samego miejsca. Jaśmin zebrany w Grasse w tym roku może różnić się zapachem od ubiegłorocznego, choćby w wyniku innej pogody. Analogia do zbiorów winnej latorośli i jej związku z bukietem powstałego z niej później wina nasuwa się tu sama.

Ostatnio zjawisko reformulacji perfum przybiera na sile. Wanilia, jaśmin, mech dębu, kumaryna, smoła brzozowa, olejki cytrusowe, heliotropin, styrax, opoponax to tylko kilka składników perfumiarskich, których używanie jest ograniczone/ zabronione przez IFRA bądź wobec których restrykcje są rozważane. Najnowsze postanowienie IFRA (nr 43) zostało wydane w 2008 roku. Zgodnie z nim oczekuje się, że firmy perfumiarskie poddadzą reformulacji wszystkie swoje perfumy tak, by były one zgodne ze standardami IFRA do sierpnia 2010 roku (!). Strach pomyśleć, które z  pachnideł stojących na naszych półkach już uległy "nadgorliwej" reformulacji!

Oczywiście producenci perfum nie przyznają się do tego. Któż chciałby przyznać, że jego perfumy nie pachną już tak jak przedtem? Poza tym z punktu widzenia producenta, jeśli np. zastąpił on w formule dziś bardzo trudne do zdobycia indyjskie drewno sandałowe jego australijskim odpowiednikiem, reformulacja nie nastąpiła. Oczywiście czujny nos perfumomaniaka wyczuje różnicę, lecz cóż z tego?

Skąd więc czerpać wiedzę na temat tego, czy nasze ukochane perfumy przeszły zmianę formuły? Należy zaufać swemu zmysłowi węchu, który jednak nie jest idealny. Warto też pamiętać, że nasz kilkuletni EGOISTE czy POLO nie będzie pachniał identycznie, jak ten świeżo nabyty w perfumerii, nawet jeśli formuła nie uległa zmianie. Perfumy to "żywe" substancje chemiczne, które ulegają nieubłaganym zmianom w funkcji czasu.

Jaki jest więc sens w doszukiwaniu się tych różnic, skoro nie mamy na nie wpływu? Jaki jest sens w opisywaniu zapachów perfum, skoro ulegają one takim zmianom? Na ile celowe jest sugerowanie się opisami perfum zawartymi w internecie, na blogach (choćby takich jak ten)? Z tymi pytaniami pozostawiam szanownych czytelników i...... siebie.


* IFRA (International Fragrance Association) - światowe stowarzyszenie producentów perfum, którego głównym celem jest promowanie bezpiecznych zapachów. IFRA reprezentuje regionalny i narodowy przemysł perfumeryjny w skali świata. Jest regulatorem własnych poczynań, ukierunkowanych na standardy bezpieczeństwa, które muszą być spełnianie przez producentów zapachów w celu zapewnienia ochrony zdrowia konsumentów i środowiska naturalnego.

 

źródło: blog Now Smell This plus własne przemyślenia :-)

18:14, fqjcior
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 czerwca 2010

Oto kolejna dawka wspaniałych olfaktorycznych wrażeń z obcowania z naturalnymi składnikami perfum.

olejek z galbanum (nuta dolna) – zaskakująco ostry, zielony, niezwykle intensywny aromat, uważany przez wielu perfumiarzy za wzorzec „zapachu zielonego”, moje pierwsze skojarzenia poszybowały w przeszłość, ku dzieciństwu i aromatowi  świeżo zerwanych strączków zielonego groszku, otwieranych w celu spożycia ich zwartości (a jakże!). Magia zapachów znów zadziałała i zabrała mnie w podróż do przeszłości. Galbanum przypomniało mi o szczęśliwych chwilach z dzieciństwa, o których dawno już zapomniałem. Wspaniałe doświadczenie. Olejek z galbanum przejawia akcenty słodko-żywiczne oraz iglaste (zawiera α-pinen i β-pinen) i jest niezwykle trwały i powalająco intensywny. Potrafi dosłownie przyćmić wszystko inne wokół. Z punktu widzenia warsztatu perfumiarza galbanum to doskonały utrwalacz kompozycji zielonych.

żywica styrax (nuta dolna) – słodko-miodowa woń, z obecną w pierwszym etapie nutką winną, "fermentacyjną", która mi kojarzy się także z zapachem starej, „zepsutej” farby emaliowej. Utrwalacz w kompozycjach kwiatowych, delikatny, ale trwały.

olejek z kolendry (nuta górna) – wspaniale przyprawowa nuta korzenna, idealna do kompozycji orientalnych, średnio trwała, jej główny składnik to linalol (do 90%), zapach kolendry nieodłącznie kojarzy mi się z zapachem przyprawy do piernika, w której wskład zresztą wchodzi

absolut z jaśminu z Egiptu (nuta środkowa) – zapach legenda, słodka, mocna woń kwiatowa, jaśmin to - obok róży - archetyp zapachu kwiatowego, średnio intensywny, bardzo trwały, po słodkim otwarciu leniwie rozwija się w kierunku nieco cielesnym, gorzkim, ciemnym, chwilami nawet nieprzyjemnym

 

  

 olejek z drzewa sandałowego (nuta dolna) – prześliczna, słodka, balsamiczno-drzewna nuta, wzorzec zapachu drzewnego (ściślej drewnianego), średnio intensywna, bardzo trwała, na tyle bogata i piękna, że sama w sobie stanowić może pachnidło, w perfumach bardzo często pełni rolę utrwalacza

 

 

 

olejek z olibanum (kadzidła frankońskiego) (nuta dolna) – z początku słodka kadzidlana woń, rozwija się w kierunku suchym, drewnianym, pozbawionym słodyczy, olibanum jest średnio intensywnym utrwalaczem kompozycji drzewnych, w perfumerii niszowej często pełni rolę wiodącą

absolut z mchu dębowego (nuta dolna) – legendarny składnik, bardzo częsty w kompozycjach męskich, rzadszy (ale także obecny) w zapachach dla pań, zielono-drzewny, balsamiczny i nieco ziemisty, średnio intensywny, słodkawy, lekko ostry, bardzo trwały, niezbędny składnik klasycznego akordu szyprowego 

 

 

 

 

 

olejek z szałwii (nuta środka) – intensywny, zielono-ziołowo-kamforowy aromat, z czasem tracący na zieloności na rzecz subtelnej słodkości, częsty składnik głównie męskich kompozycji ziołowych, fougere oraz szyprowych

olejek z estragonu (nuta górna) – kolejna przyprawa – zapach słodko-ziołowy z nutką anyżu (kojarzy mi się z zapachem absyntu, który jest niczym innym jak alkoholem doprawionym kilkudziesięcioma ziołami), rozwija się w kierunku słodkim, przypominającym mi – o dziwo – zapach gumy balonowej DONALD (nie wszyscy pamiętają, wiem...), finisz pozbawiony jest anyżowych akcentów

olejek z różowego grejpfruta (nuta górna lub środkowa) – średnio intensywny, dość trwały, wyrazisty cytrus z nutką  goryczki, choć olejek złożony jest w 80% z limonenu (cytrusowy), to charakterystyczną gorzką, typowo grejpfrutową nutkę nadaje mu tzw. nootkaton

olejek z białego grejpfruta (nuta górna lub środkowa) – średnio intensywny, aczkolwiek lżejszy i jaśniejszy zapach w porównaniu do grejpfruta różowego, mniej gorzki, a bardziej cytrusowy, dość trwały 

c.d.n.

21:17, fqjcior
Link Komentarze (5) »
czwartek, 17 czerwca 2010

Szaro-żółte MESSE DE MINUIT (franc. pasterka) jest jednym z najpopularniejszych zapachów z portfolio ETRO. Ma on status "kultowego". Jest to swego rodzaju zapachowa "zagwostka". Określany zapachem kadzidlanym, w istocie nim jest. Jeśli jednak ktoś spodziewa się po nim klasycznego potraktowania tematu kadzidlanego (o ile takie istnieje, ale odnoszę się tu do takich wzorcowych kadzideł jak seria CdG, kadzidło Tauera czy Normy Kamali), to po zawąchaniu MESSE zostanie (nie)mile zaskoczony (w zależności od gustu).

Dla mnie ten zapach "pachnie szaro-żółto". Tak szaro-żółto, jak szaro-żółtą barwę mogłaby mieć mieszanka, którą widzę przed oczami zawsze, gdy wącham MESSE: flakon, do którego prawą ręką (ciągle mieszając ;-) wrzucam bryłki żywic, kadzideł i miodowej ambry, a lewą zalewam je klasycznym cytrusowo-drzewnym akordem szyprowym (trio bergamotki, labdanum i mchu dębowego). Efekt jest magnetyzujący. Otwiera się słodko-cytrusowo-żywicznie, by w miarę upływu czasu nabrać kadzidlanego charakteru. Mimo, że w opisie nut nie wymieniono olibanum, ja wyczuwam je w przystępnej, subtelnej formie w akordzie serca. Zapach trwa na skórze dobrych kilka godzin, ma "cywilizowaną" moc i jest ogólnie bardzo sympatyczny. Taki kadzidlak w wersji pop, ale bez tandety.

Biorąc pod uwagę nazwę, MESSE pięknie łączy pasterkowe skajrzenia - kościelne kadzidła i czekające w domu świąteczne cytrusy...

nuty głowy: bergamotka, mandarynka, galbanum,

nuty serca: mirra, cynamon

nuty bazy: paczula, wanilia, ambra, piżmo, miód

Słomkowy VETIVER – podobnie jak w przypadku PATCHOULY to kompozycja z tytułowym bohaterem w roli głównej. Zbliżona to VETTIVERU CdG, z tym że wetiwer jest tu mniej kwaśny i mniej słony, a bardziej czysty, ostrzejszy, stricte wetiwerowy, choć nie aż tak hardcore'owy jak ten w wykonaniu Villoresiego. Szczerze

mówiąc ETRO to jeden z naładniejszych "czystych" wetiwerów, jakie znam. Bardzo przystępny. Olejek z korzenia haitańskiej trawy gra tu pierwsze skrzypce. Pozostałe składniki grają zaś "partie podkładowe", nie wychodząc jednak na pierwszy plan, nie grając solo. Nie ma tu wielkiej filozofii, nie ma też potrzeby dorabiania ideologii. VETIVER to wetiwer. Tylko tyle i jednocześnie aż tyle, szczególnie, że to jeden z moich absolutnie ulubionych perfumiarskich składników. Kompozycja jest dość trwała (kilka godzin) i średnio mocna. Oba parametry są tu "ucywilizowane", przez co zapach jest przyjemny, akceptowalny także dla nie wyrobionego nosa. To zbalansowanie jest cechą charakterystyczną perfum ETRO. Kolorowo i przyjaźnie. VETIVER to wspaniała i niebanalna propozycja na lato dla mężczyzn ceniących oryginalność i naturalność.

nuty głowy: bylica, szałwia

nuty serca: tabaka

nuty bazy: wetiwer, cedr

21:18, fqjcior
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 czerwca 2010

Nie ulega wątpliwości, że naturalne składniki perfum mają wciąż spore znaczenie w sztuce ich tworzenia. Mimo zastępowania ich syntetycznymi odwzorowaniami, tworzonymi przy pomocy molekuł, wyizolowanych w laboratoriach wielkich koncernów, nie da się przecenić ich piękna i bogactwa. Nie da się też idealnie odwzorować ich charakterystki (by w sporym stopniu zbliżyć się do naturalnego oryginału, trzeba czasem połączyć nawet kilkanaście molekuł, a zdarza się że i więcej). Tu człowiek jest wobec Natury uczniem. Ułomnym zresztą, jak zawsze, choć nie zawsze skromnym. Czasem genialnym, o czym świadczyć może fakt syntetycznego odwzorowania woni konwalii, której w żaden sposób nie da się z tej jakże pięknie pachnącej roślinki wydobyć. Stworzone przez naturę zapachy, które człowiek nauczył się jedynie wydobywać i zamykać w płynnej bądź stałej formie, są tak piękne same w sobie, że aż szkoda mieszać je ze sobą! W ten sposób pozbawia się je wrodzonego piękna. Jednakowoż w ten sam sposób tworzy się nową jakość, nowe aromaty, nowe doświadczenia olfaktoryczne, pachnidła, perfumy...Więc chyba jednak warto.

Obcując ostatnio codziennie z naturalnymi substancjami zapachowymi - głównie olejkami eterycznymi, ale i absolutami czy też ekstraktami  -  zgłębiam ich olfaktoryczną naturę i pogłębiam wiedzę o nich. Jestem pod ich OGROMNYM wrażeniem.

Oto kilka z nich:

olejek peru - otrzymywany poprzez destylację balsamu peruwiańskiego - to słodka, balsamiczna, dość gęsta ciecz w kolorze żółtym, posiada średnio intensywny, korzenny zapach, świetna i trwała nuta bazowa, utrwalacz;

absolut benzoe - bardzo gęsta, brązowo-czarna ciecz, ma słodki i karmelowy zapach o średniej intensywności, trwała nuta bazowa;wzorzec zapachu balsamicznego

olejek z drewna różanego - tu prawdziwe zaskoczenie, intensywny, lekko pikantny z początku, korzenny, z czasem ujawniający wyraźne kamforowe akcenty, absolutnie nie drewniany w swej naturze, w swym charakterze bliżej mu do lawendy niż do róży - kwiatu; doskonała nuta serca, dość trwała;

olejek z gałki muszkatołowej - ostry aromat, z początku przypomina nieco pastę do butów, pikantno-balsamiczny, korzenny, z czasem nieco plastikowy, lekko duszący, średnio intensywny i dość trwały, dobrze sprawdza się zarówno jako nuta serca, jak i dna;

olejek z labdanum - otrzymywany poprzez destylację wodno-parową z żywicy krzewu zwanego Cistus (Czystek) to kolejny zapach balsamiczny, nieco drzewny, troszkę zbliżony do benzoe, choć wyraźniejszy i bardziej aromatyczny, nieco pikantny, choć w sumie dość delikatny, stosowany jako nuta górna i środkowa;

olejek z litsea cubeba - wydobywany poprzez destylację wodno-parową z owoców rośliny krzewiastej, rosnącej głównie w Chinach. Ze względu na dużą zawartość cytralu (do 78%) pachnie jak olejek cytrynowy (!). Pachnie wspaniale cytrynowo, a nie wprawiony nos nie ma szans na rozróżnienie. Na pierwszy "rzut nosa" moje skojarzenie było z cytrynowym olejkiem do ciast. Ma on w sobie nutkę waniliową, słodkawą, jest średnio trwały, ale za to bardzo intensywny. Doskonale nadaję się jako nuta górna lub środkowa.


 

absolut z róży damasceńskiej - przecudnej urody gęsta, pomarańczowo-czerwona ciecz o "absolutnie" niepowtarzalnej, przepięknej, słodkiej, różanej woni. Wzorzec zapachu różanego. Bardzo trwały. Zawiera głównie cytronellol i geraniol, jednak różany charakter nadają mu tlenek różany i damascenol. Doskonała nuta środkowa.


olejek z geranium - otrzymywany przez destylacje wodno-parową z zielonych części Pelargonium Graveolens, ma bogaty, intensywny, kwiatowy zapach, z początku słodko-kwaśny, później różano-cytrusowo-miętowy. Jest to bardzo trwały, niezbędny składnik kompozycji kwiatowych, nuta środkowa. W jego skład wchodzą głównie (podobnie jak w przypadku róży) cytronellol i geraniol, jednak jest ich mniej, niż w różanym absolucie. Dodatkowo spory udział ma mrówczan cytronellilu. Geranium kojarzy mi się z dzieciństwem, bowiem to chyba w latach 80-tych XX w. było ono dość popularna rośliną doniczkową, obecną w wielu mieszkaniach i domach. Zapamiętałem też, że roztarcie listka geranium między palcami dawało piękny, cytrusowo-zielono-mętowy aromat.


olejek z imbiru - ostry, intensywny, słodkawo-korzenny zapach, nieco gryzący w nozdrza, niezbędny składnik kompozycji orientalnych, średnio trwały, bardzo charakterystyczny. Zapach zmielonego imbiru zna pewnie niemal każdy. Olejek imbirowy pachnie identycznie.

olejek z igieł jałowca - intensywny i dość ulotny zapach, klasycznie iglasty, słodkawy z nutką mentolową/ kamforową. Idealna nuta górna lub środkowa. Uwielbiam ten zapach i mógłbym wwąchiwać się w niego bez końca. Wiadomo - najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy :-)

absolut z tabaki - nieprawdopodbnie piękna nuta tabakowa, absolut jest gęsty, ciemny, średnio intensywny w zapachu i dość trwały. Osoby, które miały okazję zażywać tabaki nie aromatyzowanej, nie będą miały problemu ze zidentyfikowaniem charakterystycznej lekko słodkiej, lekko ziemistej nuty. Świetna nuta dolna, idealna do kompozycji męskich, choć nie tylko.

c.d.n.

15:07, fqjcior
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2