Opinie na temat zapachów męskich
Blog > Komentarze do wpisu

KOUROS vs. ANTAEUS - MITYCZNY POJEDYNEK OLFAKTORYCZNY 2/3

KOUROS  - od samego przyprawowo-ziołowego (kolendra, szałwia, bylica - co za zestaw!), niesionego przez aldeyhydy "na kilometr", otwarcia, gdy czuję wyraźnie (szczególnie na dworze podczas wietrznej pogody) jak smuga stricte androgenicznej woni snuje się za mną jak długi szal, KOUROS wręcz krzyczy bezpośrednią, nieokiełznaną, brutalną wręcz męskością. Gdy aldehydowy nośnik uleci bezpowrotnie w atmosferę, KOUROS odsłania nam swe mężne serce. Z jednej strony wonne przyprawy (goździkowy eugenol, cynamon), z drugiej nuty drzewne (wetiwer, paczula), połączone poprzez kwiatowo-ziołowe geranium i kwiatowo-drzewny korzeń irysa, a wszystko to "zakłócone" dość zaskakującymi kwiatami jaśminu. Serce naszego młodzieńca wielkie jest i długotrwałe. Dopiero po kilku godzinach mych nozdrzy zaczyna dobiegać legendarny już akord bazy, gdzie ilość zastosowanych utrwalaczy (piżmo, ambra, cywet) tłumaczy pewnie jego niebywałą trwałość. Warto tu zwrócić uwagę na wyraźną nutę miodową oraz cywet właśnie.... Cywet, którego jest tu akurat tyle, ile trzeba. Nie "zabija" on całości, jednocześnie dodając jej zwierzęcego, samczego pazura. Gdy po porannym użyciu KOUROSA wieczorem biorę prysznic, pod wpływem gorącej wody molekuły cywetu zaczynają unosić się w powietrzu i czuję jego organiczność, cielesność, wręcz fekalność. Chusteczka celowo nasączona KOUROSEM po tygodniu zaczęła zwyczajnie śmierdzieć fekaliami. Dość powiedzieć, że naturalny cywet w Azji i Afryce, gdzie jest pozyskiwany z gruczołów kota cyweta, uważany jest za afrodyzjak. Cywet wąchany osobno w niewielkim stężeniu 1% odrażająco śmierdzi fekaliami, przy czym nie rozcieńczony po prostu nie nadaje się do wąchania.

KOUROUS to pod względem stylu i kompozycji perfumy w 100% francuskie, trzy-akordowe, mające charakter aromatycznego fougere. Przez wielu uważany jest za największego "śmierdziela" pośród męskich pachnideł. O tę - krzywdzącą moim zdaniem - opinię podejrzewam niewyrobione nosy i piszę to bez krzty wywyższania się. Ten zapach trzeba dogłębnie poznać, dać mu szansę (nawet kilka szans), a gdy już przyzwyczaimy się do jego charakteru, okaże się, że nie możemy bez niego żyć ;-) Nos przyzwyczajony do współczesnych męskich perfum może miec spore problemy z akceptacją KOUROSA. Dobrym przygotowaniem do niego może być zapoznanie się i przyzwyczajenie nosa do innych, mniej hardcore'owych aromatycznych fougere jak Azzaro PH, YSL RIVE GAUCHE czy nawet ANTAEUS Chanela. KOUROS jest krok dalej od nich. Trwałość KOUROSA jest po prostu druzgocąca - po 26 h od aplikacji na przedramieniu i wzięciu w "międzyczasie" wieczornego prysznica z użyciem perfumowanego żelu pod prysznic wwąchując się w przedramię wyczuwam wciąż miodowo-waniliową bazę (po cywecie ślad zaginął). KOUROS wymaga jednak od chcącego go nosić mężczyzny pewnej odwagi i charakteru. To nie są perfumy dla facetów w typie "ciamcia-ramcia". Wg obiegowej opinii to zapach dla macho. To jednak uproszczenie. Uważam, że KOUROS dodaje facetowi samczego, nieco nieokiełznanego charakteru. Jest bezpośredni i cielesny, organiczny. Bardzo mocny - kluczem do jego stosowania jest ostrożne aplikowanie. Dwa, trzy, góra cztery pryśnięcia dość delikatnie dawkującym (nie bez przyczyny) atomizerem są gwarantem dobrego rezultatu. Generalnie - im mniej, tym lepiej. Znam użytkowników KOUROSA, którzy poprzestają na jednym psiknięciu! Ostrzegam, że przedawkowanie tego pachnidła może stać się doświadczeniem traumatycznym i zupełnie niepotrzebnym przyczynkiem do wyrobienia sobie błędnej opinii o nim, a nawet rozstania z KOUROSEM. A byłaby szkoda, bo to doskonały męski zapach. W ramach ciekawostki dodam, że to wciąż najlepiej sprzedające się męskie perfumy tej marki, o czym dumnie informuje oficjalna strona zapachów YSL. Oczywiście nie w Polsce, gdzie KOUROS jakiś czas temu zniknął z półek polskich perfumerii. W Europie to wciąż „megaseller”. Zadziwiające? Dla mnie już nie. KOUROS pozostanie ze mną na zawsze.

Flakon w dosyć oryginalnym kształcie (na wzór antycznych greckich budowli, kolumn), jednak nie fikuśny, poręczny (wersja 50 ml). Kolor biały, bielusieńki wręcz – jak kamień, z którego Grecy budowali swe architektoniczne dzieła.


nuty głowy: aldehydy, bylica, kolendra, szałwia, bergamotka

nuty serca: goździk, paczula, cynamon, korzeń irysa, jaśmin, wetiwer, geranium

nuty bazy: miód, skóra, bób tonka, ambra, piżmo, cywet, mech dębu, wanilia

twórca: Pierre Bourdon

rok wprowadzenia: 1981

moja klasyfikacja: supermęski, samczy, bezkompromisowy, uniwersalny co do okazji, raczej na chłodniejsze dni (i noce!)

moja ocena w skali 1-6

kompozycja: 6

trwałość: 6

flakon: 5

c.d.n

niedziela, 30 maja 2010, fqjcior

Polecane wpisy

  • Zmiana platformy bloggerskiej

    Jak w tytule. Kolejne wpisy będą już publikowane pod nowym adresem http://perfumowyblog.wordpress.com/ . Mam też ambitny cel przenieść tam wszystkie tutejsze w

  • Garść męsko pachnących newsów: lato-jesień 2010

    We wrześniu na półki perfumerii trafi nowy zapach KENZO dla mężczyzn - POUR HOMME EAU DE TOILETTE BOISEE. Nie będę ukrywał, że ta wiadomość zelektryzowała mnie,

  • SISLEY - EAU DE CAMPAGNE

    Czas upływa nieubłaganie i nim się obejrzałem jednemu ze sztandarowych (i jednemu z pierwszych) dzieł Jean-Claude'a Elleny stuknęły 34 lata! EAU DE CAMPAGNE stw

Komentarze
2010/06/12 18:10:57
Ja ledwo moge sobie wyobrazic 2 psikniecia a co dopiero 4, nawet o tylu bym nie pomyslal. Według mnie 1 to max.
Jedna aplikacja KOUROSa to jak 5 innej wody toaletowej
-
Gość: aleksander, *.oswiecim.vectranet.pl
2010/06/14 13:59:20
W takim razie nie piszę ile razy ja psikałem.
(Było więcej niż 4...)