Opinie na temat zapachów męskich
Blog > Komentarze do wpisu

DIOR FAHRENHEIT ABSOLUTE

Christian Dior to dla mnie wciąż marka gwarantująca wysoki poziom firmowanych zapachów dla mężczyzn. Czasy się zmieniają, a flakon z napisem Dior wciąż (z drobnymi wyjątkami) oznacza jakość, oryginalność, klasę i piękno. Męskie "diory" to nieśmiertelne klasyki i często "kamienie milowe" męskiego perfumiarstwa - poczynając od EAU SAUVAGE (1966), przez JULES (1980), FAHRENHEIT (1988), DUNE PH (1997) aż po jakże odważny DIOR HOMME (2007).

W 2009 roku Dior postanowił uświetnić 21 urodziny oryginalnego FAHRENHEITA jego unowocześnioną wersją ABSOLUTE.  Zadanie kompozycyjne przypadło Francoisowi Demachy, który już raz wcześniej zmierzył się z legendą FAHRENHEITA i współ-popełnił (z Louise Turner) niespecjalnie udany sequel z numerkiem 32. Tym razem jednak zamiast na biało, myślał w kolorach ciemnej, brunatnej wręcz czerwieni. No i wyszło to zapachowi zdecydowanie na dobre. Choć w kinematografii sequele bywają najczęściej "popłuczynami" po pierwowzorach, to w przypadku perfumerii ta zasada ma znacznie więcej wyjątków. FAHRENHEIT ABSOLUTE jest moim zdaniem kompozycją dość udaną, choć jednak tylko sequelem. Nawiązuje do protoplasty, jednak umieszcza go w kontekście nowych czasów, nowoczesnej estetyki. Klasyk z 1988 roku  - to jedna z najoryginalniejszych i najbardziej rozpoznawalnych pachnących męskich wód w historii. Bestseller od momentu powstania, pozostał przy tym zapachem niebanalnym, śmiałym i pięknym (swoją drogą wstyd, że go jeszcze nie potraktowałem na blogu, co muszę nadrobić!).  Jego nowa odsłona podaje charakterystyczną fiołkową nutę w otoczeniu dziś - nie boję się stwierdzić - modnym. Mamy więc żywice (mirra i olibanum) oraz - uwaga - drewno oud, a więc składniki dotąd niemal "zarezerwowane"  dla twórców niszowych. Któż odważył by się po nie sięgać w kompozycjach przewidzianych do szerokiej, masowej sprzedaży? Tom Ford na spółkę z YSL. No i Dior. Może ktoś jeszcze.... Nie wiem, czy będzie to sukces rynkowy, ale wiem, że ABSOLUTE pachnie naprawdę dobrze. Może nie porywa, ale.... Chyba zbyt dobrze, by zrobić duży zysk... Gdyby nie fakt, że jego moc i intensywność zostały nieco okiełznane, pewnie by wpasować się w dzisiejsze trendy, można by śmiało mówić o jego niszowości. Właściwie to jest on niszą - na półkach sieciowych perfumerii. Bez dwóch zdań.

Podczas gdy oryginalny fiołek FAHRENHEITA porażał początkowym "paliwowym" podmuchem, by sfiniszować przepiękną skórzaną nutą, tu został on niemal całkowicie zatopiony i zastygł w żywicznej magmie, tak że jego woń została przytłumiona i zdławiona. Dosłownie czuć gęstość żywic w tej pierwszej fazie zapachu. Po kilkudziesięciu minutach fiołek odzyskuje oddech i zaczyna być mocniej wyczuwalny. Najwyraźniej lepiej współgra z żywicą somalijskiego kadzidłowca, niż z mirrą. Tu nie ma już wątpliwości, że to FAHRENHEIT. Choć inny, to jednak jakby skądś znany....Mam podejrzenie, że jeśli ktoś "nie trawił" oryginalnego FAHRENHEITA, a jednak coś go w nim magnetyzowało, to ABSOLUTE może być istotnym etapem na drodze akceptacji przodka. Wraz z upływającym czasem fiołkowa poświata znika, a zapach kieruje się z powrotem w dość typowe żywiczne rejony. Przyznam, że mam troszkę kłopot z oudem, nie potrafię go tu zlokalizować, ale w sumie wcale nie jest to konieczne. Natomiast od pewnego momentu moje skojarzenia biegną w kierunku DIOR HOMME INTENSE. Tak jakby oba pachnidła dzieliły ten sam akord bazy. Może to tylko złudzenie, jednak coś w tym jest...  (Czyżby Demachy był odpowiedzialny za DIOR HOMME INTENSE, tak jak to jest w przypadku wersji COLOGNE ? Kłopot w tym, że nie udało mi się znaleźć informacji na ten temat).

Na sam koniec pozostaje mi jednak wrażenie niedosytu. Początek jest naprawdę obiecujący, ale rozwój zapachu nieco roczarowuje. Jest jednowymiarowy, dość w sumie ubogi, prosty i "grubo ciosany". Mimo to zaliczam ABSOLUTE do ciekawszych współczesnych kompozycji. Na pewno warto go przetestować.

ABSOLUTE zamknięto w klasycznum już fahrenheitowskim flakonie dodając mu ciemnego zabarwienia. Współgra z zapachem ewidentnie. Podoba mi się.



akord głowy: esencja mirry z Etopii

akord serca: kadzidło z Somalii (podejrzewam olibanum, choć producent nie konkretyzuje),

akord bazy: drewno oud z Laosu

twórca: Francois Demachy

rok wprowadzenia: 2009

moja klasyfikacja: elegancki, wieczorowy, raczej oficjalny, dystansujący

moja ocena w skali 1-6

kompozycja: 4

trwałość: 4

flakon: 5 (klasyczny już kształt z nowoczesnym "twistem")

piątek, 14 maja 2010, fqjcior

Polecane wpisy

  • Zmiana platformy bloggerskiej

    Jak w tytule. Kolejne wpisy będą już publikowane pod nowym adresem http://perfumowyblog.wordpress.com/ . Mam też ambitny cel przenieść tam wszystkie tutejsze w

  • Garść męsko pachnących newsów: lato-jesień 2010

    We wrześniu na półki perfumerii trafi nowy zapach KENZO dla mężczyzn - POUR HOMME EAU DE TOILETTE BOISEE. Nie będę ukrywał, że ta wiadomość zelektryzowała mnie,

  • SISLEY - EAU DE CAMPAGNE

    Czas upływa nieubłaganie i nim się obejrzałem jednemu ze sztandarowych (i jednemu z pierwszych) dzieł Jean-Claude'a Elleny stuknęły 34 lata! EAU DE CAMPAGNE stw

Komentarze
2010/05/16 20:42:43
niestety z Fahrenheit jest jak z czarnymi bmw serii 3 - reputację psuje jej pewna określona grupa facetów przyodziana w czarne skóry a do tego białe skarpety,białe adidaski i markowe spodnie dresowe plus obowiązkowy złoty gruby łańcuch na szyi...Zauważyłem że to ukochany zapach (Fahrenheit klasyczny) tej specyficznej "klasy"Panów;-)
-
fqjcior
2010/05/16 22:09:10
Właśnie. I to jest największą wadą tego skądinnąd genialnego zapachu. Ja osobiście czuję go coraz rzadziej na innych (jego albo którąś z niezliczonych podrób typu Fire Night albo Red Night :-) Mimo wprawnego nosa nie jestem pewien, czy umiałbym na kimś odróżnić, chyba żeby delikwenci stali obok mnie jedncześnie. Tak czy inaczej FAHRENHEIT jest chyba w odwrocie. Nie zmienia to jednak faktu, że to "must have" dla każdego konesera męskich pachnideł.
-
2010/07/27 08:23:54
Absolut to swietna woda, nie jest lepsza od oryginału ale depcze jej po pietach :)
Osobiście trwałośc okreslam na 5.