Opinie na temat zapachów męskich
Blog > Komentarze do wpisu

YSL POUR HOMME HAUTE CONCENTRATION

Ta pochodząca z 1983 roku wariacja na temat klasycznego YSL POUR HOMME (1971) ma najbardziej cytrusowe ze znanych mi cytrusowych otwarć (tym samym zdetronizowany został w tej kategorii BOWLING GREEN G. Beene). Dodać muszę, że to przepiękne cytrusy, gęste niczym olej od swej cytrusowości. Jednak już sam wstęp zapowiada, że nie tylko o cytrusy tu chodzi. Przebijające się na początku gdzieś z głębi, a w miarę czasu wychodzące na przynajmniej drugi plan zioła: szałwia, tymianek i rozmaryn dodają kompozycji dość niecodziennej, organicznej, chwilami nawet drażniąco "brudnej" nuty. Gdyby nie to charakterystyczne "przełamanie" cytrusów ziołami, które dało w efekcie woń męskiego "brudu i potu", kojarzącą się - niestety - z zaniedbanym higienicznie starym człowiekiem, POUR HOMME HC byłby kolejną, bardzo udaną zresztą, wariacją nt. EAU SAUVAGE. Jednak dzieło Edmonda Roudnitski to przy naszym bohaterze "wyniuńkany" przyjemniaczek. Albo facet, który przynajmniej wziął prysznic zanim użył perfum. Bo gdybym miał pokusić się o jakąś wizualizację PH HC, to byłby to zapach spoconego faceta, który po dwóch dniach ciężkiej, fizycznej harówy w upale (bez kąpeli) śpieszył się na urodziny teściowej i nie zdążył wziąć prysznica. Za to spryskał się sowicie cytrusową woda toaletową w typie Eau Sauvage. Pozwolę sobie powtórzyć: sowicie! Jak wrażenia? Czyż nie ekstremalne? Ano takie właśnie, a nie inne zapewnia PH HAUTE CONCENTRATION! To z pewnością nie są perfumy dla ludzi o słabych nerwach. Co to to nie! Rzadko, naprawdę rzadko zdarza się, by perfumy irytowały moje jestestwo. PH HC jednak daje sobie z tym doskonale radę. Testy wieczorne, poprysznicowe, wykazały, że ta brudna nuta obecna w akordzie serca to jednak dla mnie zbyt wiele. Cztery "psiki" w "standardowe" miejsca i po kilkunastu minutach miałem myśli, by zmyć z siebie to paskudztwo! Ale przetrwałem... Głównie dlatego, że YSL PH HC ma jednak w sobie coś magnetycznego. Mimo tych brudnych, nieco odrażających nut. Pamiętać jednak trzeba o jego umiarkowanym dozowaniu, bowiem określenie Haute Concentration (Super Concentrated) nie jest tu czczą przechwałką, o nie! To potężny organiczny, ziołowo-animalny cytrus. Na opakowaniu należałoby dodać ostrzeżenie typu: "Use sparingly". Użycie go w normalnej ilości (kilku aplikacji jednorazowo) może spowodować najmniej ból głowy, a finalnie nawet mdłości. Nie wspominając o niedwuznacznych spojrzeniach otoczenia. No i trwałość, która w tym przypadku nie pozostawia nic do życzenia. Jest baaaardzo dobra. Bazę wciąż czuję mimo upłynięcia 10-ciu godzin od aplikacji. O ile akord głowy to feeria cytrusów, serce to długotrwała walka ich wysłodzonej fazy z wonią... (no wiecie), o tyle baza ma w sobie reminescencje dwóch poprzednich, ale jest otulona w tonkowe i drzewne ciepełko. Po gryzącej woni gałki muszkatołowej nie ma tu śladu. I dobrze.

POUR HOMME HC to zapach z tej jakże ważnej i wspaniałej dla perfumiarstwa dekady lat 80-tych. Zastosowanie klasycznych naturalnych składników bardzo dobrej jakości, otrzymywanych tradycyjnymi metodami, sprawdzone receptury, wyobraźnia i odwaga twórców (i ich zleceniodawców). W efekcie otrzymaliśmy coś, obok czego nie sposób przejść obojętnie. Tu po prostu nie ma takiej możliwości. To zapach z gatunku "love or hate". Ale nigdy "doesn't matter". Uwielbiam zapachy z tamtych czasów i tyle. Mają charakter. Zresztą PH HC w ogóle wpisuje  się w styl Yvesa Saint Laurenta, który za życia firmował swym nazwiskiem zapachy naprawdę odważne, niecodzienne i wyjątkowe. Chyba szczytem jego olfaktorycznej (ale i biznesowej) odwagi było zaproponowanie panom w 1981 roku sławetnego KOUROSa, który do dziś szczyci się obiegową opinią męskiego śmierdziela wszech czasów, jednocześnie zaś od lat przyciąga w niewyjaśniony sposób zarówno facetów, jak i panie (do tych facetów :-). Zaś na stronie internetowej YSL oznakowany jest jako "gwiazda sprzedaży", dojna krowa zapachowego portfela tej marki. Paradoks? Być może. Na pewno zaś temat na osobny wpis.

Nuty głowy: liście gorzkiej pomarańczy, cytryna, goździk,

Nuty serca: rozmaryn, paczula, szałwia, tymianek 

Nuty bazy: aromatyczne drzewa, bób tonka, gałka muszkatołowa

twórca: ?

rok wprowadzenia: 1983

moja klasyfikacja: bomba cytrusowo-ziołowa w klasycznym stylu, zapach trącący myszką (dosłownie :), zdecydowanie dla starszych panów z klasą

moja ocena w skali 1-6:

kompozycja: 4,5 (byłoby 5 gdyby nie ta specyficzna nutka....)

trwałość: 6

flakon: 4

piątek, 05 marca 2010, fqjcior

Polecane wpisy

  • Zmiana platformy bloggerskiej

    Jak w tytule. Kolejne wpisy będą już publikowane pod nowym adresem http://perfumowyblog.wordpress.com/ . Mam też ambitny cel przenieść tam wszystkie tutejsze w

  • Garść męsko pachnących newsów: lato-jesień 2010

    We wrześniu na półki perfumerii trafi nowy zapach KENZO dla mężczyzn - POUR HOMME EAU DE TOILETTE BOISEE. Nie będę ukrywał, że ta wiadomość zelektryzowała mnie,

  • SISLEY - EAU DE CAMPAGNE

    Czas upływa nieubłaganie i nim się obejrzałem jednemu ze sztandarowych (i jednemu z pierwszych) dzieł Jean-Claude'a Elleny stuknęły 34 lata! EAU DE CAMPAGNE stw

Komentarze
Gość: aleksander, *.oswiecim.vectranet.pl
2010/03/05 14:15:32
A niech mnie.
To dopiero jest recenzja.

Toż to ja zeszłego lata obficie wylewałem na siebie ten specyfik.
Czasem ludzie się ode mnie odsuwali, nie da się ukryć.
Myślałem, że za sprawą zaczesanych do tyłu włosów i dosyć szerokich barków.
Powód mógł być inny...
-
fqjcior
2010/03/06 19:18:13
aleksander, naprawdę szczerze ubawiłem się czytając Twój komentarz :-) Najwyraźniej to chyba nie szerokie barki i zaczesane do tyłu włosy kazały trzymać się przechodniom z dala :-) Szczerze mówiąc przerażająca wydaje mi się myśl użycia YSL PH HC w obfitych ilościach,a już szczególnie latem! Jestem pod wrażeniem Twojej odwagi!
-
Gość: aleksander, *.oswiecim.vectranet.pl
2010/03/07 20:35:14
Pozostając w latach osiemdziesiątych,
kupiłem wczoraj Chanel Pour Monsieur Concentrée
autorstwa Jacques Polge.

W nim jest gałka muszkatałowa.
Ale YSL Pour Homme? W życiu.

Nie odnajduję w YSL także brudnej i spoconej woni.

Zawsze mi się wydawało, że ta korzenna, gorzkawa nuta,
która niektórych drażni, bierze się od anyżu.

Drzewnego ciepła też nie odczuwam.
Uważam, że jest to anty-ciepły zapach.

Faktycznie, wydaje się być dziełem
szalonego perfumiarza, albo przynajmniej,
któremu ambicja nie pozwalała na kreację zwykłego,
świeżego zapachu.

Piramidę zapachową też widzę troszkę inaczej:
Nuty głowy: cytryna, tymianek
Nuty serca: cytryna, anyż, rozmaryn
Nuty bazy: cytryna, drzewo różane, paczula, cywet

Zaznaczam, że nie mam pojęcia, jaką rozpiskę wykonał producent.
Podaję moją wersję - na nos.

Zwierzęca nuta, w mojej opinii, pochodzi od cywetu,
który nawiasem mówiąc, znalazł zastosowanie w Y.
Jest to zapach dla kobiet, a szczególnie dla wielbicielek kotów.
(Gdyby kogoś ciekawiło dlaczego - ewentualnie
napiszę w następnym wpisie)

Akord "brudu" to korzeń różany połączony z paczulą.
Wykopana z ogródka róża (właściwie jej korzeń),
który otrzepiemy wstępnie z ziemi,
pachnie identycznie jak ostatnia faza YSL Pour Homme.

Fenomen tej kompozycji polega na tym, że w każdej fazie
najbardziej wyeksponowana jest cytryna.

Wydaje mi się, że niektórzy nawet nie poczują
niczego innego, poza nią.

Według mnie, jest to idealna kompozycja na lato.
Kwaśno - gorzko - korzenna.

Versace i Miyake też posiadają produkty
oparte na cytrynie lecz one, jak można sądzić,
są dedykowane raczej dla tradycjonalistów.

Chyba się boję czytać zapowiedzianej (już dwukrotnie) recenzji Kourosa.
Jest, obok Ted Lapidus Pour Homme,
jednym z moich ulubionych kadzidlanych zapachów.
Z drugiej strony, ciekawi mnie, co fqjcior o nim sądzi.