Opinie na temat zapachów męskich
Blog > Komentarze do wpisu

Serge Lutens GRIS CLAIR

GRIS CLAIR -  "popielata przejrzystość" albo "przejrzysty popiel" (w dosłownym tłumaczeniu). Kolor cieczy we flakonie idealnie pasuje do nazwy, co więcej – świetnie oddaje klimat tej kompozycji. Jeszcze trafniej „streścił” ten zapach sam twórca: "lawendowy pył" - bo tak w dwóch słowach określa go sam Serge Lutens - to idealny opis tych szczególnych perfum. Co wyróżnia je spośród innych znanych mi dzieł Lutensa (i nie tylko)? Prostota i minimalizm (jak na Serge'a). Do tego bardzo oryginalny pomysł, polegający na stworzeniu perfum pachnących jak połączenie delikatnej, jedwabistej lawendy z wonią "czystego kurzu", „transparentnego pyłu”. Bez tych oksymoronów trudno by mi było wyrazić moje odczucia na temat tych perfum. Obraz jaki mam przed oczami, gdy kontempluję GRIS CLAIR (które wręcz proszą się o ich kontemplowanie), to polny dukt pośród lawendowych pól Prowansji, późnym letnim popołudniem, gdy słońce zmierza dynamicznie ku zachodowi, a resztki nagrzanego nim powietrza, pełnego drobinek lawendy wymieszanych z kurzem, mieszają się z już chłodnym podmuchem zbliżającej się nocy. Wyobrażam sobie, że tak może właśnie pachnieć to miejsce. Jak jest naprawdę - nie wiem. Ale wiem, że kiedyś się dowiem...  GRIS CLAIR jest cichy, jakby szepczący. Nie ma mocnych akordów, krzykliwych nut czy ciężkich gęstych woni. Jest za to dość szorstki, męski, jakby unoszony przez letni wiatr. Kompozycja rozpoczyna się delikatnie kręcącą w nosie lawendą. Nuta kurzu, lawendowego pyłu na wietrze, wyłania się po kilku minutach i przez dłuższy czas zdaje się dominować. O odpowiedzialność za ten zakurzony, zapylony akcent podejrzewam irysa, który jest tu niezwykle subtelny i wyważony. Taka irysowa mgiełka. Im bliżej finiszu, tym mniej pyłu, a więcej nut ciepłych, ambry i wanilii. Jednak bez przesady. Lawendowa kurzawka wciąż tam jest, choć już tylko w formie ulotnego wspomnienia...

Dla wielbicieli przyciężkawego, złożonego, często orientalnego Serge’a Lutensa GRIS CLAIR może być rozczarowaniem. Mnie jednak urzekł. Wyrafinowaną prostotą, nieco dusznym klimatem. Kompatybilnością koloru cieczy, jej zapachu i tytułu. No i tą niesamowitą nutą kurzu i pyłu. Świetne. Naprawdę świetne. Lato tuż, tuż - i tak sobie pomyślałem, że GRIS CLAIR może być wspaniałym dopełnieniem spaceru w letni ciepły wieczór...

 nuty: irys, bób tonka, ambra, lawenda, nuty drzewne  

 twórcy: Serge Lutens i Christopher Sheldrake

 rok: 2006

poniedziałek, 15 marca 2010, fqjcior

Polecane wpisy

  • Zmiana platformy bloggerskiej

    Jak w tytule. Kolejne wpisy będą już publikowane pod nowym adresem http://perfumowyblog.wordpress.com/ . Mam też ambitny cel przenieść tam wszystkie tutejsze w

  • Garść męsko pachnących newsów: lato-jesień 2010

    We wrześniu na półki perfumerii trafi nowy zapach KENZO dla mężczyzn - POUR HOMME EAU DE TOILETTE BOISEE. Nie będę ukrywał, że ta wiadomość zelektryzowała mnie,

  • SISLEY - EAU DE CAMPAGNE

    Czas upływa nieubłaganie i nim się obejrzałem jednemu ze sztandarowych (i jednemu z pierwszych) dzieł Jean-Claude'a Elleny stuknęły 34 lata! EAU DE CAMPAGNE stw

Komentarze
Gość: on_kolorowanka, *.piekary.net
2010/03/17 10:49:18
Po przeczytaniu recenzji postanowiłem rozlać część swojej próbki Gris Clair i oto co usłyszałem. Opinie zwykle były niepozytywne, jednak sam zapach intrygował, wywoływał skojarzenia. Przypominał dość często zapach jeszcze ciepłej deski zaraz po prasowaniu lub tego pochodne. Usłyszałem też, co jest dla mnie wiarygodniejszym porównaniem, że zapach ten przypomina suchą szkolną gąbkę nasączoną pyłem kredowym. W końcowych fazach Gris Clair wchodzi w norę, spoczywa w niej i pozwala o sobie zapomnieć, by po czasie znów dać o sobie znać. To jeden z moich faworytów tej marki.