Opinie na temat zapachów męskich
Blog > Komentarze do wpisu

CARON YATAGAN EDT

Legendarny YATAGAN francuskiego domu perfumeryjnego CARON powstał w 1976 roku. Są to ulubione męskie perfumy Toma Forda. W Polsce są one - nie wiedzieć czemu - praktycznie nie do kupienia. Wciąż obecny w ofercie CARONa YATAGAN dopełnia klasyczną zapachową trójcę wraz z POUR UN HOMME i LE 3eme HOMME.  Podobnie, jak w przypadku wcześniej wymienionych, także i tym razem mamy do czynienia z bezdyskusyjnie męską, mocną kompozycją. YATAGAN kwalifikowany jest jako szypr, często jako skórzany szypr. Jednak moim - i nie tylko moim - zdaniem jego nutą przewodnią wcale nie jest skóra...Ale o tym nieco później.

Gwoli informacji YATAGAN to nazwa historycznego tureckiego miecza używanego w okresie od XVI do XIX w. Sądziłem, że nazwa ta miała podkreślać skórzany i bliskowschodni (orientalny?) charakter tych perfum... Ale się pomyliłem. Tak przy okazji - pozwolę sobie na małą dygresję. Międzynarodowe forum perfumowych maniaków www.basenotes.com pełne jest sprzecznych opinii nt. tego, czy YATAGAN uległ na przestrzeni lat istotnej reformulacji, (tak jak zmianom ulegało jego opakowanie  -poniżej zdjęcie najnowszej wersji flakonu). Jedni twierdzą, że nowy YATAGAN to już nie do końca to samo, co stary. Deklarują to testując obie „wersje” „ręka w rękę”. Inni znowu uważają, że zmian nie było i obecny YATAGAN pachnie tak samo jak ten sprzed 30 lat... Sam producent podobno zastrzega się, że o ile owszem - poddał reformulacji wiele propozycji damskich, o tyle męskie (m.in. YATAGANa) pozostawił bez zmian. W przypadku takich dyskusji czuję się zawsze nieco zagubiony. Bo czy ten YATAGAN to faktycznie TEN YATAGAN, czy już tylko wspomnienie po nim? Przykład M7 YSL jest w tej materii dla mnie przestrogą.... Należy chyba jednak zawsze pamiętać o tym, że perfumy to substancje żywe, ulegające przemianom w miarę upływu czasu. Po prostu starzeją się jak każda organiczna substancja chemiczna. W szczególności dotyczy to perfum z dużym udziałem naturalnych składników, a do takich bezsprzecznie należą tradycyjnie francuskie zapachy CARONa. Mało tego. Naturalne surowce mają tendencję do niepowtarzalności. Dajmy na to lawenda. Zebrana w roku 2000 da olejek o nieco innym aromacie, niż ta zebrana np. 8 lat później czy tyleż samo wcześniej. Mimo, że zbiory pochodzą z tego samego miejsca, od tego samego producenta, to jednak dzielą je lata. A te bywają różne pod względem pogody – nasłonecznienia, opadów. Podobnie przecież zachowuje się choćby winna latorośl. No i później mamy lepsze i gorsze roczniki winiarskie. Natura jest kapryśna i ta cecha przenosi się także na perfumy. Stąd przyjąłem założenie, że mój YATAGAN to TEN YATAGAN, a nie żaden inny.  

No ale dosyć tych nieco jałowych dywagacji. Skupmy się na samym zapachu. YATAGAN ma mocne, ziołowo-organiczne, kręcące w nosie  otwarcie (głównie za sprawą lawendy, będącej swoistym znakiem rozpoznawczym wszystkich męskich propozycji CARONa). Po mocnym wstępie YATAGAN przeistacza się w grę dwóch wyróżniających się akordów. Pierwszy z nich jest lekko brudny, tytoniowy. To zapach wilgotnej tabaki, nieco podobny do tego znanego mi z SAFARI Ralpha Laurena, tyle że ten tu jest delikatniejszy. Podejrzewam, że za ten efekt odpowiedzialny jest mariaż paczuli z wetiwerem, które „wespół z zespół” z geranium i igłami sosnowymi (nie czuję) tworzą akord serca. Druga nuta - chyba nawet bardziej wyraźna i uderzająca to ..... seler. Ale nie samotny, tylko doprawiony solą (!). Nie inaczej. Ta niezwykła perfumeryjna nuta dominuje w większości internetowych opisów YATAGANa i trudno się z nimi nie zgodzić. Nawet sam CARON na swej stronie internetowej skraca opis akordów YATAGANA do trzech: seler, paczula, piżmo. Choć składniki tej kompozycji są w większości bardzo tradycyjne (jak zwykle u CARONa), to efekt końcowy daje zapach naprawdę niecodzienny. Pojawia się pytanie, czy selerowa nuta była zamierzona (wątpię...), czy wynikła niejako przy okazji, stając się najbardziej charakterystyczną nutą YATAGANa.  Wymienionej w bazie skóry - której spodziewałbym się choćby ze względu na turecką nazwę i całe emploi tej kompozycji - nie znajduję. A szkoda.  Zresztą zwierzęce kastoreum też jakoś do mnie nie dociera. Baza zapachu nie wyróżnia się niczym specjalnym. Jest zresztą niestety mało wyczuwalna. Po ostrym otwarciu i mocnym pojedynku tytoniowo-selerowym YATAGAN traci charakter i schodzi na dalszy plan. Niestety.

Reasumując YATAGAN to chyba najbardziej nowatorski z wszystkich męskich perfum CARONa (włączając w to najmłodszego L'ANARCHISTA), pomimo że powstał już ponad trzy dekady temu. Wyróżnia się na tle wszystkiego, co znam, charakterystyczną nutą solonego selera. Sądzę, że wielu ta cecha może nie odpowiadać. Jeśli ktoś szuka zapachu niecodziennego i nie zraża się warzywnymi akcentami, YATAGAN jest wart próby. Niestety zaskoczył mnie na minus dwoma kwestiami. Pierwsza to mizerny akord bazy, o czym pisałem wcześniej. Druga do trwałość. Jest średnia. Około 6 godzin, przy czym po 2 godzinach zapach staje się bliski skórze i nie mowy o jakiejś mocnej ekspozycji "na otoczenie", co samo w sobie oczywiście nie misu być wadą. Ja wolałbym jednak, by „miecz” był ostrzejszy, dłuższy i miał więcej mocy.... YATAGAN pachnie bardzo naturalnie i śmiem podejrzewać, że zastosowane w nim kluczowe składniki nie są syntetycznymi substytutami lecz mają naturalny rodowód (podobnie jak w innych perfumach CARONa). Stąd może wynikać ograniczona moc i trwałość tych zapachów. No i potwierdzałoby to podatność tych perfum na zmiany powodowane dojrzewaniem, o których pisałem wcześniej. Tak czy inaczej YATAGAN intryguje i podoba mi się. Może nie szaleję za nim, ale lubię go. Jest czymś specyficznym i innym. Pomimo swej odmienności mieści się w ramach CARONowej konwencji męskiego pachnidła. Doceniam to, że CARON konsekwentnie od lat utrzymuje w ofercie swoje męskie perfumy, nie wycofując ich i nie zmieniając ich formuł, choć pewnie nie są jakimiś hitami sprzedaży. Widoczna jest dbałość o tradycję i wizerunek marki ekskluzywnej. Pochwalić należy odnowioną stronę internetową. Do czytania może nie za wiele, ale jest na co popatrzeć. Na koniec flakon. Klasyczny kształt znany z pozostałych męskch CARONów, bardzo solidnie wykonany, zdecydowany i męski. Robi doskonałe wrażenie. Kolor zawartej w nim cieczy mimo wszystko zapowiada nieco inny jej charakter....

 

Nuty głowy: lawenda, piołun, bylica, olejek z liści gorzkiej pomarańczy

Nuty serca: geranium, igły sosnowe, wetiwer, paczula

Nuty bazy: skóra, kastoreum, styrax

twórca: Vincent Marcello

rok wprowadzenia: 1976

moja klasyfikacja: uniwersalny, oryginalny, tytoniowo-warzywny(!), raczej dla dojrzałych facetów - koneserów,

moja ocena w skali 1-6:

kompozycja: 5

trwałość: 4

flakon: 4

piątek, 12 lutego 2010, fqjcior

Polecane wpisy

  • Zmiana platformy bloggerskiej

    Jak w tytule. Kolejne wpisy będą już publikowane pod nowym adresem http://perfumowyblog.wordpress.com/ . Mam też ambitny cel przenieść tam wszystkie tutejsze w

  • Garść męsko pachnących newsów: lato-jesień 2010

    We wrześniu na półki perfumerii trafi nowy zapach KENZO dla mężczyzn - POUR HOMME EAU DE TOILETTE BOISEE. Nie będę ukrywał, że ta wiadomość zelektryzowała mnie,

  • SISLEY - EAU DE CAMPAGNE

    Czas upływa nieubłaganie i nim się obejrzałem jednemu ze sztandarowych (i jednemu z pierwszych) dzieł Jean-Claude'a Elleny stuknęły 34 lata! EAU DE CAMPAGNE stw

Komentarze
Gość: aleksander, *.oswiecim.vectranet.pl
2010/02/17 09:41:32
Czy poprzedni komentarz do Caron nie dotarł, czy nie przeszedł werfikacji?
-
fqjcior
2010/02/17 10:24:15
Wygląda na to, że nie doszedł...