Opinie na temat zapachów męskich
Blog > Komentarze do wpisu

NASOMATTO - niszowe "nabijanie we flakon"?

Twórca marki i kompozytor perfum NASOMATTO (wł. "zwariowany nos"), Włoch Alessandro Gualtieri, tak formułuje swoje artystyczne kredo:

"Wykorzystuję to, co zawsze o mnie mówiliście; Wykorzystuję waszą seksualną istotę; Wykorzystuję narkotyki i jedzenie; Wykorzystuję swoje zapachowe wspomnienia i podróże; Wykorzystuję błędy; Wykorzystuję Z1; Wykorzystuję najlepsze surowce; Stwarzam przewagę ludziom pragnącym się wyróżniać"

Ta dość rzekłbym buńczuczna i oryginalna deklaracja w połączeniu ze stroną wizualną kolekcji stanowią skuteczną przynętę na perfumomaniaków. Sprawdźmy, jak mają się deklaracje do rzeczywistości - czyli zapachowej zawartości tych jakże gustownych flakonów. 

Spośród siedmiu obecnie oferowanych kompozycji, dwie ("Narcotic Venus" i "China White") są dedykowane płci pięknej. "Absinth", "Silver Musk" i "Hindu Grass"  oceniłbym jako uniseksy (przy czym ostatni jednak z lekkim wskazaniem na mężczyzn), zaś  "Black Afgano" i "Duro" mają moim zdaniem znaczny przechył w męską stronę. Rzecz jasna wszystko to kwestie umowne, bowiem nie byłoby nic zdrożnego w tym, gdyby jakaś krucha i delikatna istota zdecydowała się nosić AFGANO... 

Przetestujmy więc wszystkie "niedamskie" propozycje Gualtieriego. Tym razem dla odmiany pozwolę sobie wygwiazdkować poszczególne zapachy w skali od (*) - czyli "prezent dla wroga" albo inaczej smród, (dajmy na to Calvin Klein EUPHORIA MEN) do (******) - czyli przebłysk geniuszu, (np. JADE Oliviera Durbano lub INCENSE EXTREME Andy Tauera). Już wiem, że wobec kompozycji NASOMATTO nie będzie skrajnych ocen...Dlaczego? No właśnie... 

 

BLACK AFGANO - zapach mający odzwierciedlać woń haszyszu. Nie dymu z palonego, lecz żywicy konopi indyjskich jako takiej. Rzeczywiście - nie pachnie on jak palony haszysz. Co do tego nie wypada się nie zgodzić. Afgańczyk jest karmelowo-słodko-duszny, jednak nie w sposób kulinarny. Jest w nim słodka żywica. Jest narkotycznie obezwładniający, dość ciężki. Pierwsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy po powąchaniu go to "gęsty". Tak - jest gęsty, mocny i nieprzejednany. Nie ma co liczyć, że z czasem się zmieni. Do końca pozostaje taki. Ma bardzo ograniczoną ewolucję na skórze, prawie się nie zmienia. Z czasem jedynie traci na mocy i tej lekkiej duszności. Moc zapachu jest - o dziwo - bardzo zrównoważona, nie "zabija", pomimo że nie jest kompozycją lekką. AFGANO to coś dla lubiących zapachowe eksperymenty, dla poszukujących, dla.... chcących się odróżnić. Moja ocena to zdecydowane (*****), głównie za ciekawy temat i jego interpretację. Trwałość mogłaby być jednak lepsza, ale o tym jeszcze nieco później.

nuty: kawa, oud, haszysz, kadzidło, dym, tytoń

 

HINDU GRASS  - z początku paczula w roli głównej, nieco pleśniowa, wilgotna. Podobna do PATCHOULY Villoresiego, tyle że zdecydowanie mniej ostra i dzięki temu bardziej "noszalna", złamana innymi składnikami, głównie nutami trawiastymi (wetiwer?) i tytoniem. Z tej początkowej trawiasto-kwaśnej paczuli zapach dość szybko "otrząsa się" i ewoluuje w bardzo przyjemnym, zielonym kierunku. Tak jakby Gualtieri wziął perfumy Mistrza Lorenzo i uczynił je przyjemniejszymi, poprawił je po swojemu. Recz jasna nie podejrzewam go o to, ale takie mam pierwsze skojarzenie. Niestety zapach zanika w zadziwiająco szybkim tempie, choć nie aż tak, jak następny opisany poniżej. Dlatego moja ocena to tylko - albo aż (****).

nuty: zioła, nuty trawiaste, tytoń, paczula

 

DURO - tu nie mam żadnych wątpliwości. DURO (czyli Twardziel) to zapach męski. Typ skórzano-przyprawowo-drewniany. Po zdecydowanym przyprawowym początku dość szybko traci impet i staje się słabo wyczuwalny. Kojarzy mi się wówczas z zapachem starej sali teatralnej i ciężkiej wieloczęściowej kurtyny nasiąkniętej wonią pasty, którą konserwuje się sceniczne deski. Ma dla mnie DURO takie teatralne konotacje. Ale to moje osobiste skojarzenie, które mało kto pewnie podzieli. DURO jest interesujący - nie powiem - choć nie powala mnie. Jest dość zwarty i nie inspiruje do zbyt rozbudowanych analiz. Dość trudno go rozebrać na składniki i chyba nie o to chodzi. Nie ewoluuje zbytnio, trzyma się blisko skóry. Ma być w założeniu autora męski i pociągający, no ale które męskie perfumy nie mają takie być....? Niestety w mojej ocenie brak im trwałości i charakteru. A facet bez charakteru, jest jak ......i tu niech każdy sobie wstawi co mu pasuje. Moja ocena tylko: (***)

nuty: skóra, drewna, przyprawy

 

ABSINTH - osobiście nie czuję tu krzty absyntu w rozumieniu napoju wysokoprocentowego. Brak mi specyficznej anyżowo-miętowej nuty. Czuję natomiast wilgotną ziemię, wetiwer i zioła. Przekaz jest jasny i czytelny, a zapach bardzo specyficzny, śliczny, zielony z lekką goryczką. Może to właśnie ten goryczkowy absynt - występujący jako olfaktoryczne odwzorowanie zestawu ziół, jaki potrzebne są by absynt - napój przygotować (piołun, hyzop lekarski, tatarak zwyczajny, melisa, anyż, owoc kopru włoskiego, anyż gwiaździsty (badian), kolendra siewna, mięta, lukrecja). Nie widzę szans na weryfikację tego w praktyce. Nie zmienia to faktu, że ABSINTH to bardzo intrygująca kompozycja i chyba jedna z najładniejszych w ofercie NASOMATTO. Dość wyczuwalna i trwała. Oceniam na (*****)

nuty: absynt, zioła, wetiwer

 

SILVER MUSK - piżmo z dodatkiem nut czystych, "detergentowych", w dobrym tego słowa znaczeniu. Jest tu coś, co powoduje, że całość pachnie oryginalnie i bardzo przyjemnie. Może to tajemnicze Z1, o którym wspomina Gualtieri w swym motto? Mi ponownie nasuwa się skojarzenie z Lorenzo Villoresim, a konkretnie z jego MUSK. Tyle, że - znowu - tu jest ładniej, przyjemniej, bardziej "do noszenia". Tak jakby Gualtieri ponownie zreinterpretował kompozycję wielkiego Lorenzo na swój sposób, by udowodnić, że można zbudować wokół takiego ujęcia piżma coś znacznie więcej niż dość jednak nijaką substancję. SILVER MUSK to ładny piżmowy uniseks. Niestety - konsekwentnie - szybko ulatniający się, o dość mizernej trwałości. Stąd daje mu (****) głównie za ciekawą świeżą, nietypową nutę.

nuty: piżmo i ...na pewno coś jeszcze :-)

 

Moje zasadnicze pytanie: czy Gualtieri faktycznie "stwarza przewagę ludziom, którzy chcą się zapachowo wyróżnić"? Moim zdaniem stwarza im raczej mariaż, łudzi ich i zanęca. Czym? Ano całym tym emploi, reklamą, enigmatycznymi opisami na stronie internetowej, oryginalnymi flakonami z przerośniętymi drewnianymi zatyczkami. Same zapachy są obietnicą czegoś niezwykłego, jednak niestety na tym koniec. Są moim zdaniem niespełnioną obietnicą. Brak im ostatecznego szlifu, charakteru oraz zwyczajnej perfumowej mocy i trwałości.  Tu warto nadmienić, że rzekomo wszystkie perfumy NASOMATTO mają bardzo wysoką koncentrację i kwalifikowane są jako Extrait de Perfum. Uważam to jednak za spore nadużycie, bowiem niejedna woda toaletowa ma stanowczo lepszą moc i trwałość. Za TĘ CENĘ chciałoby się znacznie więcej... Ale jak wiadomo NASOMATTO ma być niszowe. Z założenia więc musi być też drogie. I jest. Perfumy dostępne są jedynie w 30 ml flakonach. Jednak 150 $ za 30 ml cieczy o mizernej mocy i trwałości (przy całym szacunku dla ich niebanalności i swoistego uroku) to duża przesada. W tym miejscu nasuwa mi sie taka refleksja: zastanawiam się, jak to robi Andy Tauer, że jego bez wyjątku niezwykle mocne i trwałe, bogate w drogie i rzadkie naturalne, jak i syntetyczne składniki perfumy, potrafią nie zmasakrować kieszeni i kosztować dosłownie połowę tego, co dzieła NASOMATTO? Sądzę, że odpowiedź jest stosunkowo łatwa. Po prostu Tauer nie jest pazerny....

Reasumując perfumy NASOMATTO uważam raczej za sprytne wykorzystanie rosnącej popularności tzw. niszowej perfumerii, aniżeli za faktyczną wartość samą w sobie. Mają one znamiona interesujących kompozycji (szczególnie BLACK AFGANO i ABSINTH, a także SILVER MUSK), jednak rozczarowują słabą mocą i fatalną trwałością. W zestawieniu z wygórowanymi cenami dochodzę do wniosku, że klasyczny stosunek jakości do ceny przedstawia się tu kiepsko. Całość robi raczej wrażenie świetnie przemyślanej i przygotowanej marketingowo i wizerunkowo próby nabicia kabzy pana Gualtieriego kosztem wielbicieli perfum, w tym i snobów, którzy lekką ręką wydadzą te 150 dolców, po to by krótko i słabo, ale jednak pachnieć NASOMATTO i cieszyć oko sympatycznym flakonem. Naprawdę spodziewałem się po perfumach NASOMATTO więcej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to po prostu niszowe "nabijanie we flakon"...

środa, 09 grudnia 2009, fqjcior

Polecane wpisy

  • Zmiana platformy bloggerskiej

    Jak w tytule. Kolejne wpisy będą już publikowane pod nowym adresem http://perfumowyblog.wordpress.com/ . Mam też ambitny cel przenieść tam wszystkie tutejsze w

  • Garść męsko pachnących newsów: lato-jesień 2010

    We wrześniu na półki perfumerii trafi nowy zapach KENZO dla mężczyzn - POUR HOMME EAU DE TOILETTE BOISEE. Nie będę ukrywał, że ta wiadomość zelektryzowała mnie,

  • SISLEY - EAU DE CAMPAGNE

    Czas upływa nieubłaganie i nim się obejrzałem jednemu ze sztandarowych (i jednemu z pierwszych) dzieł Jean-Claude'a Elleny stuknęły 34 lata! EAU DE CAMPAGNE stw