Opinie na temat zapachów męskich
Blog > Komentarze do wpisu

Frederic Malle French Lover/ Bois D Orage

FREDERIC MALLE EDITIONS DE PARFUMS. Brzmi to chyba dla każdego perfumomaniaka jak modlitwa. Kolekcja perfumowych dzieł sztuki, tworzonych przez największe nosy ziemskiego padołu, w dodatku nieograniczone niczym, prócz własnej wyobraźni. Can you imagine? Pomysł Frederica Malle, by stworzyć coś na kształt książkowej oficyny wydawniczej dedykowanej perfumom, zrobił na mnie duże wrażenie. Frederick MallePoszczególne perfumiarskie dzieła - określane jako "perfumy bez kompromisów" - posiadają rzecz jasna swe "tytuły" i - analogicznie do książek - podpisywane są przez samych twórców. W ten sposób Malle zgromadził w swym portfolio takie znakomitości, jak: Carlos Benaim (znany choćby z kultowego zielonego POLO), Pierre Bourdon (lista mogłaby być gigantyczna, ale ograniczmy się do legend: YSL KOUROS i COOL WATER DAVIOFF), Jean-Claude Ellena (kilka BVLGARIch, Declaration CRATIERA, Terre D'Hermes i seria ogródkowa HERMESa), Edouard Fléchier (choćby POISON Diora), Olivia Giacobetti (L'ARTISAN), Sophia Grojsman (przykładowo damskie ETERNITY Kleina, TRESOR Lancome, PARIS YSL), Dominique Ropion (m.in. Armani CODE for Women, YSL L'HOMME, Kenzo JUNGLE ELEPHANT i TIGRE), Maurice Roucel (Donna Karan BE DELICIOUS, damskie Gucci ENVY, Kenzo AIR, Hermes 24 FAUBOURG), Edmond Roudnitska (legenda - nie żyjący już wybitny nos, autor m.in. diorowskich EAU SAUVAGE, DIORISSIMO, DIORELLA, Rochas FEMME, Hermes EAU D’HERMES), Michel Roudnitska (syn Edmonda, autor kilku kompozycji dla Delrae Roth), Ralf Schwieger (choćby Hermes EAU DES MERVEILLES). "Dream Team" można by rzec. Malle udało się w świecie perfum to, co chyba nie udało się w świecie literatury czy muzyki - jeden wydawca skupił wokół siebie najwybitniejszych artystów z branży. Nie wszystkich rzecz jasna, ale bardzo wielu. Zresztą podejrzewam, że to nie koniec. Kolejni wielcy będą przyjmować zaproszenie Malle, bo w tym towarzystwie po prostu nie wypada się nie znaleźć. To swoista nobilitacja. Poza tym to niezwykła okazja do niczym nieskrempowanej twórczości na najwyższym możliwym poziomie, a to oznacza bezcenną artystyczną wolność.

FRENCH LOVER (BOIS D'ORAGE w USA) to dzieło samego Pierre'a Bourdona. Dlaczego dwie nazwy? Wieść niesie, że Malle obawiał się wprowadzania na rynek amerykański perfum o nazwie "Francuski Kochanek" (względy rasowe, tudzież społeczne i co tam jeszcze) i zmienił nazwę na BOIS D'ORAGE, co oznacza Burzowe Drzewa. Jednak to ten sam zapach. Ten sam, czyli jaki?

Przyznam, że mój kontakt z tą kompozycją odbył się z pełnym namaszczeniem. Miałem świadomość, że będę obcował  z czymś niezwykłym. Niezwykle ekskluzywną w intelektualny sposób propozycją zapachową. Jakże wielkie było moje zaskoczenie, gdy z atomizera wcale nie wydostał się powalający, burzący wszelkie schematy, powodując opad szczęki aromat! Jakże byłem zawiedziony, gdy FRENCH Pierre BourdonLOVER nie powalił mnie, nie zadziwł, nie zaszokował i nie wprowadził w osłupienie! Dalej jakże wielkie było moje rozczarowanie, że BOIS D'ORAGE nie przypominał ani trochę moich o nim wyobrażeń! Tak to niestety bywa z dziełami, wokół których budowane są legendy, tworzona jest specyficzna otoczka, buduje się napięcie, a do tego pojawia się niezwykle obiecujące nazwisko i nośna, rozbudzająca wyobraźnię nazwa. Bywa, że oczekiwania rosną ponad realne możliwości. Tak też stało się w przypadku moich oczekiwań względem Francuskiego Kochanka. Jednak czy to znaczy, że FL jest nieciekawy, kiepski i do luftu? Na pewno nie. Jest on wyrafinowany w sposób, w jaki wyrafinowana może być potrawa o niezwykłym, jednak bardzo subtelnym smaku, który docenić może tylko wyrobiony odbiorca. Bo nie zatyka mnogością przypraw, wyraźnym aromatem, tylko intryguje czymś, co nie do końca rozumiemy i co nie do końca znamy. FRENCH LOVER to wykwintna prostota, w której czuje się mistrzowski nos, który skorzystał z okazji i nie silił się na łatwy do zaszufladkowania topseller. Użył wyjątkowej jakości składników, w większości naturalnych, puścił wodzę fantazji i stworzył coś, o czym od dawna marzył. Zbudował perfumy, które nie muszą podbić serc i nosów milionów, nie muszą wykazać się wynikami sprzedaży, wreszcie nie muszą być charakterystyczne. One nic nie muszą. Po prostu są takie, jakich chciał twórca. Z założenia prawdopodobnie niepopularne. Dla prawdziwych koneserów.

FL powstał w dość specyficzny sposób. Malle i Bourdon chcieli rozwinąć istniejącą już kompozycję Jeana-Claude'a Elleny Angéliques Sous La Pluie opartą na niezwykle rzadkim składniku-temacie - roślinie o wdzięcznym imieniu Angelica (nuta na pół przyprawowa, na  pół aromatyczna). AngelicaW miarę postępu prac zrodziła się jednak koncepcja pójścia w nieco innym kierunku i stworzenia "ostatecznego męskiego zapachu: nowoczesnego, odwiecznego i wytwornego". FRENCH LOVER zaczyna się dość intensywnym zielono-gorzkawo-kwaśnawo-ziołowym aromatem, przypominającym las liściasty (nie ma tu iglaków) po delikatnym deszczu i - no właśnie - burzy. Gdzieś wyczuwam tu ten zawarty w poburzowym powietrzu ozon, aromat roślin leśnych, które wcześniej nagrzane przez słońce uległy nagłemu schłodzeniu przez letni deszcz. Jest obecna ta leśna roślinna podeszczowa duszność. Niestety akord głowy - jak to zwykle - szybko wyparowuje. Tu nastąpiło moje pierwsze "rozczarowanie". Zbyt to wszystko delikatne i zwiewne. Jednak FL kryje w sobie niespodziankę. Ale o tym później. Po tym aromatycznym akordzie otwarcia, zaczyna się trwający pewnie kilkadziesiąt minut akord serca o lekko pikantnym charakterze. Niektórzy wyczuwają tu kadzidło(?). Mi to jeszcze dane nie było... Tymczasem stopniowo zaczyna uwalniać się aromat bazy, który jest ewidentnie oparty na niezwykle subtelnym piżmie, które - w moim odczuciu - nijak się ma do ostrych znanych mi dotąd syntetycznych piżm. Jest delikatne i z klasą, niesamowicie wyważone i z pewnością złagodzone przez obecną w bazie paczulę i kadzidło. Wszystko to jednak jest bardzo delikatne i subtelne. Mimo to swej delikatności akord bazy trwa wiele godzin, czasem znikając, by potem znów się pojawić, gdy tylko nieco wzrośnie temperatura ciała. I to jest ta niespodzianka, która mnie bardzo ucieszyła. Muszę przyznać, że choć spodziewałem się czegoś zupełnie innego, to jednak FRENCH LOVER (ja jednak wolę BOIS D'ORAGE) okazał się być niezwykle intrygującym i niezwykłym zapachem, który zakwalifikowałbym jako zielono-piżmowo-mchowy. Zadziwiające jest to, że ta spora jednak liczba dość wyrazistych w swym charakterze składników została tak dobrana w proporcje, że efekt końcowy zadziwia spójnością i delikatnością. Zapach nie przytłacza, raczej przypomina o sobie na skórze. Jest - ale gdzieś jakby w tle. Nie na pierwszym planie. Sądzę, że w FL zastosowano sporo składników naturalnego pochodzenia, które mają z reguły mniejszą moc, aniżeli ewidentne, jednoznaczne, przeznaczone wyłącznie do tworzenia aromatów, syntetyczne substytuty. Stąd ten efekt naturalności i subtelności.

Malle podsumowuje French Lover jako "roślinną zwierzęcość, służącą pewnej siebie męskości". Niezłe. Dla mnie to rzecz na absolutnie specjalne okazje. I jeszcze jedno - moim zdaniem jego piękno łatwiej będzie docenić w okresie letnim. Chłodna aura nie pozwala mu na pełen rozkwit. Z niecierpliwością czekam więc na lato.

 Roślinna zwierzęcość, służącą pewnej siebie męskości

typ zapachu: zielono-aromatyczny

nuty: angelica - składnik połączony z naturalnymi dodatkami: drewnem cedrowym i wetiwerem, spotęgowany przez irys z Florencji, doprawiony pimento i galbanum i umoszczony na paczuli, kadzidle i piżmach

  • twórca: Pierre Bourdon
  • rok wprowadzenia: 2007
  • moja klasyfikacja: na specjalne okazje, na lato, subtelny ale z charakterem, oryginalny przez mariaż zielonych roślin i piżma
  • moja ocena w skali 1-6:
  • kompozycja: 4,5
  • trwałość: 5
  • flakon: 5

Moja subtelna uwaga na koniec: mógłby być French Lover nieco mniej subtelny, ale czy byłby to wciąż French Lover...?

czwartek, 10 grudnia 2009, fqjcior

Polecane wpisy

  • Zmiana platformy bloggerskiej

    Jak w tytule. Kolejne wpisy będą już publikowane pod nowym adresem http://perfumowyblog.wordpress.com/ . Mam też ambitny cel przenieść tam wszystkie tutejsze w

  • Garść męsko pachnących newsów: lato-jesień 2010

    We wrześniu na półki perfumerii trafi nowy zapach KENZO dla mężczyzn - POUR HOMME EAU DE TOILETTE BOISEE. Nie będę ukrywał, że ta wiadomość zelektryzowała mnie,

  • SISLEY - EAU DE CAMPAGNE

    Czas upływa nieubłaganie i nim się obejrzałem jednemu ze sztandarowych (i jednemu z pierwszych) dzieł Jean-Claude'a Elleny stuknęły 34 lata! EAU DE CAMPAGNE stw