Opinie na temat zapachów męskich
Blog > Komentarze do wpisu

CREED - dyskretna zapachowa arystokracja

CREED to angielski dom perfumeryjny z bardzo długą tradycją, mającą swój początek w 1760 roku. Twórcą firmy był James Creed. Dziś rezydującą w Paryżu firmą rządzi Olivier Creed. Bo CREED to rzadki w tej branży biznes rodzinny, przechodzący z pradziada na dziada, z dziada na ojca, z ojca na syna. Tak już przez 6 pokoleń. Firma ma w swym dorobku około 200 receptur perfum. Wiekszość kompozycji tworzyli kolejni potomkowie rodziny CREEDów. Oficjalnie rzadko korzystali z usług zewnętrznych nosów, a ich oficjalny outsourcing sprowadził się do współpracy z mistrzem Olivierem Crespem. Dziś głównym kompozytorem perfum jest Olivier Creed (szóste pokolenie), zaś pierwsze kroki w zapachowej sztuce śmiało stawia już siódme pokolenie w osobie obecnie 30-letniego Erwina Creeda.  Firma oficjalnie deklaruje przywiązanie do tradycyjnych, często ręcznych metod produkcji perfum, w tym macerowania i filtracji, a także do naturalnych składników. CREED to w założeniu zapachy dla arystokracji, które powstawały przez lata dedykowane rodzinom królewskim. Używane były choćby przez członków brytyjskiej rodziny królewskiej. Swego czasu śliczny ROYAL WATER był ulubioną kompozycją księżnej Diany (nota bene pierwszej tak spektakularnej ofiary paparazzich i brukowców, które dziś – również w formie serwisów sieciowych - sieją zamęt także w naszym kraju, często niszcząc ludzkie dobre imię, czasem niszcząc także życiowe kariery).

Prócz rodów królewskich klientami CREEDa są gwiazdy Hollywood, znani politycy, biznesmeni, sportowcy (choćby David Beckham, który z powodzeniem promuje zapachy pod własnym nazwiskiem, sam jednak od lat z lubością używa CREEDa...), gwiazdy muzyki, a także wszyscy, którzy cenią sobie piękno i jakość zapachów tej marki. W mojej ocenie CREED oferuje perfumy ładne, gustowne, jednak dość tradycyjne, zachowawcze rzekłbym. Ale nie powinno to dziwić zważywszy na swoisty arystokratyczny angielski konserwatyzm i rzeczone przywiązanie do tradycji.

CREED dzieli swe kompozycje na damskie, męskie i uniwersalne. Powąchajmy kilka kwalifikowanych jako męskie.

ORIGINAL SANTAL (2005) – to oda do sandałowca. Śliczny zapach z gatunku drzewnych, rozpoczynający się dość świeżo, jednak nie jest to świeżość cytrusowa, a słodko-owocowa. Subtelna mieszanka cynamonu, kolendry i jagody jałowca, z której nieśmiało wygląda drewno sandałowca, robi naprawdę dobre wrażenie i może być obietnicą dalszych miłych doznań. Kompozycja dość leniwie rozwija się na skórze, coraz mocniej odsłaniając tytułowego sandałowca, któremu towarzyszy imbir wzbogacony przez inne składniki, trudne jednak do zidentyfikowania. W każdym razie akord serca jest orientalny, ciepły, nieco szorstki. Zapach finiszuje subtelną, ciepłą, bardzo oryginalną waniliową bazą, która utrzymuje się bardzo długo. ORIGINAL SANTAL bardzo przypadł mi do gustu. Spośród testowanych CREEDów ten spodobał mi się najbardziej. Jest też z nich najtrwalszy –utrzymywał się na mojej skórze dobre 9-10 godzin.

Nuty głowy: Królewskie Indyjskie drewno sandałowe, cynamon, kolendra, jagoda jałowca

Nuty serca: lawenda, absolut z liści drzewa pomarańczowego, rozmaryn, imbir

Nuty bazy: fasola tonka, wanilia

 

ORIGINAL VETIVER (2004) – te perfumy to brat bliźniak COLOGNE Thierry Muglera. Niemal identyczne ujęcie wetiweru, zgoła odmienne od zaproponowanego wiele lat temu przez Jacquesa Guerlaina. O ile Guerlain (jak i wielu jego następców) użył jako głównej ingrediencji korzenia wetiweru, mającego naturalny ostry, właśnie korzenny, „pikantny” charakter, o tyle OV to wynik zastosowania olejku pochodzącego z liści tej rośliny. Stąd zupełnie inny, zdecydowanie zielony i świeży charakter perfum CREEDa. To – podobnie jak COLOGNE Muglera – idealny zapach na wiosnę i lato. Cudownie pozytywny, nieco mydlany, odświeżający, energizujący, uniwersalny. Na początku powala cytrusowo-zieloną, iście liściastą świeżością, przypominającą raczej trawę cytrynową, aniżeli wetiwer. Z czasem jednak zapach odsłania właściwe, subtelne nuty wetiwerowe, nieco podobne do tych korzennych, jednak znacznie delikatniejsze, wygładzone i ugrzecznione. Ten aromat utrzymuję się właściwie do samego końca. Tu właśnie - mam wrażenie – drogi ORIGINAL VETIVER i COLOGNE rozchodzą się, bowiem w kompozycji Muglera próżno szukać charakterystycznej woni korzenia wetiweru. VETIVER to elegancka, w sumie prosta kompozycja, nie pozbawiona jednak uroku i klasy. Moc umiarkowana, trwałość niestety średnia. Nosi się ją swobodnie i z przyjemnością. Jest miła dla nozdzry od początku do końca, bez osobliwych niespodzianek. Ogólnie pozytyw. Idealny na lato.

Nuty głowy: imbir, mandarynka, włoska bergamotka

Nuty serca: wetiwer z Haiti, drewno sandałowe z Mysore, irys z Florencji

Nuty bazy: piżmo, ambra

 

MILLESIME IMPERIAL (1995) – świeżość, świeżość, świeżość. Zapach śródziemnomorskiego, sycylijskiego wybrzeża zamknięty we flakonie. Owocowe otwarcie, wzbogacone o słone, jodowe akcenty (tak, tak!) daje niezwykle orzeźwiający efekt. Jest po prostu śliczne. Zamykam oczy i widzę cytrynowe drzewa, morską plażę, czuję powiew ciepłej morskiej bryzy, w której unoszą się drobinki jodu. Po kilkunastu minutach na pierwszy plan wychodzą cytrusy z kwiatowymi akcentami, robi się jakby nieco kwaśno. Jednak cytrusy (jak zwykle) szybko znikają i zapach staje się nieco cieplejszy. I tak właściwie jest już do końca. Niestety niewiele się tu dzieje. Finał nie jest zbyt interesujący. Brak mu charakteru. Zdecydowanie ustępuje akordom głowy i serca. Poza tym szybko odchodzi w zapomnienie, bo MILLESIME IMPERIAL jest na mojej skórze mało trwały. Niestety. W mojej ocenie jest najsłabszy z testowanej trójki. Ale wszystko jest rzecz jasna kwestią gustów oraz... chemii skóry.

Nuty głowy: rześkie nuty owocowe, sól morska

Nuty serca: sycylijska cytryna, bergamotka, mandarynka, irys florencki

Nuty bazy: piżmo, nuty drzewne i morskie

 

Podsumowując testy tych trzech zapachów CREEDa, muszę stwierdzić, że mimo iż są dedykowane przez producenta mężczyznom, z powodzeniem mogą być noszone przez kobiety. Zwłaszcza ORIGINAL VETIVER i MILLESIME IMPERIAL. Wspólne cechy wszystkich tych kompozycji to przede wszystkim świeżość, dyskretna moc (nie ma co liczyć na to, że zapach będzie „wyprzedzał nosiciela”, raczej będzie snuł się bardzo subtelnie za nim), harmonijność, prosta elegancja, brak nut czy akordów dysonansowych. Te perfumy są po prostu bardzo ładne. No właśnie – aż ładne i jednocześnie tylko ładne. Dla niektórych mogą okazać się nawet nieco nudne... Bo są nudne - w sposób, w jaki nudny może być angielski, stateczny dżentelmen-arystokrata. Wszystko jest tu zrównoważone, dobrze dobrane i idealnie zmiksowane. Proporcje są idealne, nic nie szpeci, wszystko pasuje. Próżno szukać tu niecodziennych akcentów i nie jestem tym zaskoczony. Więcej - wcale mi to nie przeszkadza. Dyskrecja i harmonia to słowa wg mnie najlepiej opisujące perfumy CREEDa. A przecież harmonia jest cechą najwyższej sztuki... Nie obędzie się jednak tym razem bez łyżki dziegciu. Perfumy CREEDa mają niestety jedną istotną jak dla mnie słabość – akordy bazy, które są bardzo delikatne, ledwie wyczuwalne. Pozytywnym wyjątkiem jest tu ORIGINAL SANTAL, którego oceniam najwyżej i którego flakon byłby miłym uzupełnieniem mojej jesienno-zimowej kolekcji.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że kupując CREEDa kupuje się markę i prestiż, a także niewątpliwą jakość. Akceptując subtelność, harmonijność i piękno tych perfum, chciałoby się większej trwałości. Subtelna moc i kiepska trwałość tych perfum może wynikać z deklarowanego przez producenta dużego udziału składników naturalnych. Może, ale nie musi... Tak czy inaczej - jeśli chcesz pachnieć dyskretnie i pięknie, elegancko i z klasą, no i masz do tego gruby portfel, kup i użyj CREEDa. Nawet jeśli nikt nie zauważy, że pachniesz CREEDem (bo kto niby miałby to zrobić ;-), Ty bedziesz miał poczucie obcowania z dyskretną perfumową arystokracją. 

P.S. Maciejowi dziękuję za próbki.

środa, 30 grudnia 2009, fqjcior

Polecane wpisy

  • Zmiana platformy bloggerskiej

    Jak w tytule. Kolejne wpisy będą już publikowane pod nowym adresem http://perfumowyblog.wordpress.com/ . Mam też ambitny cel przenieść tam wszystkie tutejsze w

  • Garść męsko pachnących newsów: lato-jesień 2010

    We wrześniu na półki perfumerii trafi nowy zapach KENZO dla mężczyzn - POUR HOMME EAU DE TOILETTE BOISEE. Nie będę ukrywał, że ta wiadomość zelektryzowała mnie,

  • SISLEY - EAU DE CAMPAGNE

    Czas upływa nieubłaganie i nim się obejrzałem jednemu ze sztandarowych (i jednemu z pierwszych) dzieł Jean-Claude'a Elleny stuknęły 34 lata! EAU DE CAMPAGNE stw

Komentarze
Gość: aleksander, *.oswiecim.vectranet.pl
2009/12/31 13:51:05
Ciekawe co oznacza słowo "MILLESIME".
-
fqjcior
2009/12/31 14:59:40
To bardzo dobre pytanie. Z tego, co wiem, to słowo "millesime" oznacza tyle co rocznikowe (and. vintage). To anlogia do winiarstwa, którą CREED stosuje, by podkreślić wyjątkowość perfum. Nie wiem jednak, czy ma to jakąkolwiek inną wartość prócz marketingowej.
-
fqjcior
2009/12/31 15:21:05
A tak wyjaśnia to sam producent: "Millesime to francuskie określenie na produkt o wyjątkowej jakości. Zapachy CREED Millesime zawierają najwyższy udział esencji naturalnych ze spotykanych we francuskim przemyśle perfumeryjnym. Są one przeważnie produkowane ręcznie, z wykorzystaniem czasochłonnych, tradycyjnych, klasycznych perfumiarskich technik. Wszystkie mają moc wód perfumowanych (Eau de Parfum) i przez to są bardziej złożone i trwalsze niż wody toaletowe (Eau de Toilette)."