Opinie na temat zapachów męskich
Blog > Komentarze do wpisu

Lorenzo Villoresi - magiczny powiew Toskanii cz.I

Ilekroć próbuję perfumy florenckiego Mistrza, zawsze mam nieodparte wrażenie, że wyróżniają się one na tle innych naturalnością. Albo to siła sugestii zawarta w ich opisach na stronie internetowej, albo coś jest faktycznie na rzeczy. Mistrz rzekomo wierny jest tradycyjnym metodom pozyskiwania olejków oraz tworzenia perfum, a całość produkcji ma charakter manufaktury. Coż - niewykluczone... Po zapoznaniu się z pięknym YERBAMATE, które opisałem wcześniej, a które towarzyszy mi przy okazji nieformalnych spotkań w jakże rzadkie tego lata ciepłe dni na swieżym powietrzu (i doskonale się sprawdza), postanowiłem nieco szerzej poznać jego portfolio. Na szczęście są jeszcze w naszym kraju perfumerie, które pozwalają nabyć małe próbki dla zapoznania się z zapachem, zanim się oczywiście coś wybierze. Artysta dzieli swe kompozycje na dwie grupy: klasyczne i fantazyjne (tu choćby wspomniana YERBAMATE). Przyjrzjmy się wybranym przedstawicielom obu grup.

Na pierwszy ogień poszedł klasyczny WILD LAVENDER. Kompozycja raczej ulotna, bardzo subtelna, rozpoczynająca się lekko kręcącą w nosie wonią lawendy, która nieco kojarzy mi się z Caron Pour Un Homme (tam jest jednak nieco bardziej zdecydowana). Jest delikatna, na słodkawej bazie, nie zabija lawendowym odorem, tylko subtelnie pieści nozdrza, co prawdopodobnie jest wynikiem jej złagodzenia przez cytrusy.  Ten tradycyjny, znany od wieków składnik wód toaletowych został tu zinterpretowany bardzo zachowawczo, w sposób wyważony, przez co bardzo przyjemny dla nosa. Zresztą czuć, że to nie wyłącznie lawenda pachnie na wstępie (choć jest oczywiście dominantą), bowiem wyczuwam tu jeszcze bogaty bukiet ziół. Po jakiejś godzinie zapach staje się ledwie wyczuwalny, a to co czuję wyraźnie kojarzy mi się z .... kuchnią, a konkretnie z ..... kostką rosołową (sic!). To jak sądzę szałwia, pieprz i rozmaryn wymieszane w jedną przyprawową substancję są winne tego skojarzenia. Naprawdę interesujące doświadczenie. WILD LAVENDER nie grzeszy niestety trwałością, co mogłoby potwierdzać tezę, że toskański Mistrz stara się opierać swe kompozcyje na bazie składników naturalnych, które jak wiadomo nie są tak trwałe, jak sztucznie ekstrahowane w laboratoriach chemicznych molekuły. 

 

WILD LAVENDER Lorenzo Villoresi

Nuta głowy: lawenda, bergamotka, cytryna, irys, kolendra, żywica elemi, wawrzyn, olejek galbanum
Nuta serca: goździk, szałwia muszkatołowa, jałowiec, pieprz
Nuta bazy: bób tonka, piżmo, rozmaryn

 

 

 

DILMUN to "raj starożytnej Mezopotamii, miejsce, gdzie słońce wschodzi i gdzie dokonał się sumeryjski mit stworzenia."  Tak bynajmniej opisuje to miejsce strona internetowa Villoresiego. A miejsce to zainspirowało Lorenzo to stworzenia tej kompozycji. Mistrz często tworzy zapachy pod wpływem miejsc, które wywarły na nim wrażenie. O ile WILD LAVENDER w mojej ocenie ma charakter unisexu, tak należący do grupy fantazyjnych DILMUN od pierwszych nut przechyla się w kierunku płci pięknej, ale.... Ale wcale nie musi być ignorowane przez panów, szczególnie tych, którzy szukają dla siebie czegoś więcej, niż to, co może im zaproponować perfumeria tzw. massmarketowa. Początek jest mocny, krzyczący kwiatami i cytrusami. Gdyby pozbawić ten akord cytrusów, byłoby to uderzenie typowo kobiece, kwiatowe, przyciężkawe (róża, jaśmin). Jednak cytrusy - jak sądzę - rozjaśniają całość, ożywiają ją i... no cóż.. intrygują i zachęcają by poczekać, co wydarzy się później...  A później ożywcze akcenty cytrusów powoli zanikają, by ustąpić miejsca woniom kwiatowym uzupełnionym o akordy żywiczne. Ta tendencja w zasadzie nie zmienia się już do końca. Robi się coraz bardziej żywicznie, jakby nieco plastikowo, ale całkiem przyjemnie. Oczywiście z czasem moc maleje, a nuta bazy powoli zanika.  

 

DILMUN Lorenzo Villoresi

Nuta głowy: Cytrus, róża, jaśmin, kwiat pomarańczy, zielone liście i neroli
Nuta serca: Petit grain, neroli, kwiat pomarańczy, wawrzyn, opoponaks, kadzidło
Nuta bazy: Nuty cytrusowe, esencje kwiatowe, żywica elemi, wanilia, drewno cedrowe, sandałowie

 

 

 

Na koniec wróćmy do grupy kompozycji klasycznych: GAROFANO - czyli goździk. Tu - pomimo różnych składników - niepodzielnie rządzi kwiat goździka. I znowu - to naprawdę goździk "jak żywy" (a raczej ten suszony, będący przyprawą), niezwykle sugestywny i naturalny. Robi wrażenie. Trzeba jednak przyznać, że początek jest powalająco mocny i ociera się o niespecjalnie przeze mnie lubianą woń zmywacza do paznokci. Ale trwa to dosłownie kilkaście sekund. Potem stopniowo wyłania się temat: goździk. Pierwszy raz spotykam taką woń w perfumach i ... jestem pod wrażeniem. Na pewno doskonale nada się na letnie wieczory w ogrodzie, bo odstraszy wszelkie insekty :-) A zupełnie serio - ta nuta zmywacza do paznkoci chyba jednak trwa nieco dłużej. Podejrzewam, że to efekt zmieszania goździka z innymi kwiatami - bo czysty gożdzik to to nie jest. Nuta serca trwa dłuuuugo. W miarę upływu czasu jest mniej innych kwiatów, a więcej goździka, w formie zdecydowanie bardziej przyswajalnej, osadzonej na solidnej, waniliowej bazie. Czyli sprawy idą w dobrym kierunku. Wiele godzin później - pod koniec życia zapachu - cały czas wyczuwam niezwykle delikatną goździkową "mgiełkę". Trwałość więc jest wyjątkowa bo ponad 11 godzin. Reasumując GAROFANO jest mocny, intensywny i trwały, bardziej niż DILMUN. I chyba również bardziej męski, choć w sumie jest to kwestia gustu. Nie ma tu przecież typowo męskich nut, jest sporo kwiatów, wanilia. Villoresi zresztą nie dzieli swych kompozycji wg płci przeznaczenia (z wyjątkiem tandemu UOMO i DONNA), co pozwala na nieskrempowane konwenansami eksperymentowanie zarówno paniom jak i panom. Co z całego serca polecam, bo zapachy Mistrza z Florencji są jedyne w swoim rodzaju i na pewno warte przynajmniej wypróbowania.

 

 

 

GAROFANO Lorenzo Villoresi

Nuta głowy: Lawenda, nuty kwiatowe, zielone liście
Nuta serca: goździk, jasmin, róża, cynamon, cyklamen, ylang ylang, Geranium, pieprz
Nuta bazy: Heliotrop, wanilia, piżmo, drzewo cedrowe

Jako że uległem fascynacji twórczością Villoresiego, postanowiłem zostawić sobie furtkę do kolejnych recenzji, którę mam nadzieję zamieścić w kolejnych częściach "Magicznego Powiewu Toskanii" :-)

czwartek, 25 czerwca 2009, fqjcior

Polecane wpisy

  • Zmiana platformy bloggerskiej

    Jak w tytule. Kolejne wpisy będą już publikowane pod nowym adresem http://perfumowyblog.wordpress.com/ . Mam też ambitny cel przenieść tam wszystkie tutejsze w

  • Garść męsko pachnących newsów: lato-jesień 2010

    We wrześniu na półki perfumerii trafi nowy zapach KENZO dla mężczyzn - POUR HOMME EAU DE TOILETTE BOISEE. Nie będę ukrywał, że ta wiadomość zelektryzowała mnie,

  • SISLEY - EAU DE CAMPAGNE

    Czas upływa nieubłaganie i nim się obejrzałem jednemu ze sztandarowych (i jednemu z pierwszych) dzieł Jean-Claude'a Elleny stuknęły 34 lata! EAU DE CAMPAGNE stw